piątek, 30 września 2011

Zdobyć odpowiednie kamyki...

Wbrew pozorom nawet tak pospolity surowiec czasem ciężko zdobyć, jak się człowiekowi coś uwidzi. A uwidziało mi się z powodu kamiennego wyzwania na blogu "Craftypantki"  Lubię wyzwania nie narzucające techniki, jedynie rzucajace pomysł i róbcie sobie z nim co chcecie. Jak tylko zobaczyłam ten temat,wiedziałam, CO zrobię.. Problemem okazały się właśnie same kamyki. Musiały być niewielkie, w miarę gładkie,w miarę płaskie...Na szczęście w ostatnim już terminie, kiedy prawie miałam zrezygnować, znalazłam odpowiednie...w kawiarnianym ogródku w środku miasta. Taki żwirek do wysypywania ścieżek. W taki sposób do rozlicznych wspomnień związanych z pewną koleżanką dołączy wizja wspólnego wybierania płaskich kamyków spod kawiarnianego stolika ;-) Wspomnienia miła rzecz, szczególnie, gdy coś po nich zostaje. Np taka bransoletka.



Frywolitkowy,niesymetryczny i spontaniczny oplot w moim ulubionym kolorze. Co ciekawe, na wszystkich zdjęciach kamyki wyszły o wiele bardziej żółto-zielone, w rzeczywistości są szare w bardziej niebieskim odcieniu. Kamienne elementy połączyłam łańcuszkiem z 4mm ogniwek, składanych podwójnie, dzięki czemu  wygląda bardziej masywnie. Pierwszy raz (!) użyłam tutaj zapięcia typu toggle, które bardzo mi się podoba, ale wydawało mi się, że wymaga nieco cięższej bransoletki niż moje frywolitkowce wagi lekkiej ;-)
 Takim sposobem zrobiłam sobie przerwę od szycia, z którego na razie nie ma nic do pokazywania, oraz od srebrnej nitki, do której właściwie wracam za chwilę, bo do nocy daleko ;-)

Edycja:
Ponieważ w wersji na płasko bransoletka sprawia wrażenie nie wiadomo jak masywnej, zrobiłam zdjęcie na ręce. W gruncie rzeczy to jest maleństwo ;-)

wtorek, 27 września 2011

Powrót do metalicznej nitki

A tak naprawdę.. wściekły upór. Nie będzie mi głupia nitka leżała. To nic, że okazała się niewypałem do wzorów,do których ją kupiłam (przepłacając...). To nic, że się rwie, wredota, przy zaciąganiu kółeczek. To nie będę robić kółeczek z tą nitką w środku. To sobie inne wzory wymyślę! Zużyję ją! Całą!!!
Czyli w najbliższym czasie będzie dużo srebrzystych wyrobów ;-P




Na początek Koniczynki, które pokazywałam wczoraj jako przykład sztywności. Na zdjęciu z groszkiem widać, że układają się inaczej niż zwykle: bokiem przy twarzy,a nie do przodu.
Srebrna nitka jest tak cienka i słaba, że nawet na rdzeń się nie nadaje, co tu mówić o porządnym zaciąganiu. Jednak w połączeniu z czarną okazuje się całkiem całkiem. Tyle, że jakoś nie mam zbyt wiele wzorów, które bazują raczej na łuczkach niż na kółeczkach...Wszystko przede mną. Mam już kilka szkicowych pomysłów, jeden z nich przerodził się w takie Palmety.



Do tego kształtu wykorzystałam wreszcie moje nie największe, ale jednak duże bigle giganty. Te 28mm długości. Tych czterocentymetrowych nie odważyłam się kupić :-) I wreszcie pomysł na wykorzystanie moich oliwek crackle :-) Po prostu same korzyści!

poniedziałek, 26 września 2011

Usztywnianie frywolitek - czyli trochę przekornie o nitkach ;-)

Właściwie moich frywolitek nie krochmalę wcale, większości nawet nie prasuję. Pojęcie blokowania wzbudza we mnie dreszcz niepokoju... Skoro tego nie robię, to czy moje wyroby są nieprofesjonalne? Sama się zastanawiałam, czy to źle, ale skoro nie widać gniotów, to po co. Palcami wyprostowuję i już. Raz próbowałam gwiazdki choinkowe usztywnić tym czymś w saszetkach do firanek, efekt mizerny, a z czasem wstrętnie zżółkły. A raz próbowałam mocno usztywnić klejem do drewna Wikol, podobno tak usztywniają szydełkowe aniołki, ale chyba źle dobrałam proporcje wody i kleju. Nie podobają mi się takie, jakby nieco plastikowe wyszły.
Tak naprawdę sekret sztywności moich koronek tkwi w samej technice i nitkach. Zależy, czym robisz frywolitki. Na igle i szydełkowe (cro-tat) wychodzą bardziej miękkie (podobno,tak twierdzą fachowcy od tych technik) Wiele zależy od tego, jak ciasno zaciągasz supełki i czy pikotki łączące poszczególne kółeczka czy łuczki są robione w sam raz, czy nieco za długie. Robię malutkie, używam dość cienkiego szydełka do przeciągania nitki. Kiedyś próbowałam używać dzioba przy czółenku, ale musiałam robić większe pikotki i denerwowało mnie to,że kłuło w rękę.
Wbrew pozorom wiele moich frywolitek wcale nie jest sztywne jak deska i nie do ruszenia, chociaż większość "stoi". Ten sam wzór z innej nitki wychodzi mniej lub bardziej miękki. Z czasem zauważyłam, które nitki dają miękki efekt i wymagają jakiegoś nośnika z drutu albo wręcz nie nadają się do większości wzorów. Mam teraz masę nitek kupionych w ciemno, które leżą, bo trzeba by je usztywniać:-(
Dobre są nitki mocno skręcone. Aidę miałam na czółenku raz, tyle co nawinięte od pana, który mnie uczył,ale to dobra nitka,niestety droga. Podobny splot ma o ile pamiętam Floretta, Cable 5. Lubię też z grubszych kordonków wszystkie typu Maxi, Eldorado, Monika. Jeśli używasz kolorów i masz możliwość pomacać nitkę,spróbuj rozkręcić końcówkę,czy jest ładnie zafarbowana do środka, bo lubi gdzieniegdzie się rozkręcać w czasie supłania i widać białe nie-wiadomo-co na czarnej robótce. Kordonki Kirlangic (błyszczący, policośtam) oraz Classic (bawełna, po zrobieniu jednak matowa, chociaż na kłębku ma połysk) oba z firmy Altin Basak ostatnio coraz trudniej dostać, ale je sobie chwaliłam jako te cienkie. Małe,mocno zaciągane motywy wychodzą w porządku,większe naciągałam na kółeczku z drutu pamięciowego.Ale już te same kordonki złożone podwójnie są w robocie całkiem sztywne,oczywiście znów ścisła robota koniecznie.
Zauważyłam,że ze Snechurki, Perle(Altin Basak), Ariadny (nie próbowałam wszystkich Ariadny,ale na oko wszystkie podobne,luźno skręcone), oraz z mulin;-) wychodzą raczej wiotkie, mimo mojego normalnego a nawet mocniejszego zaciągania. Czasem je wykorzystuję, jeśli wymyślę wystarczający sposób wzmocnienia wzoru np podwójnym łączeniem pikotkami (np zamiast kółeczko 5-10-5  robię 4-1-10-1-4)...a jeśli lubisz grubaski, to da się je złożyć na pół, wtedy są trochę mniej wiotkie, ale to jednak sztywność kosztem delikatności.


 Ps...O przepraszam, zwracam honor Ariadnie: Nici do szycia skóry Texar w wersji czarnej, złożone już potrójnie dają zaskakująco sztywny efekt, zważywszy grubość, co zaobserwowałam w witrażowym komplecie, oraz w ostatnich wyrobach ze srebrną nitką, co widać na powyższym obrazku. A o tych kolczykach i innych w srebrnej tonacji napiszę już jutro.

piątek, 23 września 2011

Kwintesencja kwiatu czyli Róża


 W takich frywolitkowych różyczkach zakochałam się dawno temu i gdziekolwiek na nie trafiałam,wzdychałam do nich podobnie jak do koralikowych kulek. Na kulki przyszła pora,więc na różyczki też.
Wzór różyczki z broszki znalazłam tutaj
a tutaj tej drugiej 
Jak widać efekt z pierwszego linku bardziej mi się podobał. Specjalnie wykorzystałam oba, żeby porównać. Na zdjęciu nie wyszło tak, jak to widzę w naturze: Ta mniejsza różyczka jest bardziej czubata, luźna i nieuporządkowana, mimo moich starań, i mimo,że robiłam ją jako drugą. Ta pierwsza w moim życiu jest nieco bardziej płaska, ale mimo to gęsta od płatków.
 Długo się zastanawiałam, do czego wykorzystam fioletowe róże luzem. Zrobiłam je - nie ukrywam - pod wpływem wyzwania w "Szufladzie"  ( wyzwanie #38 Kwiaty ) Ale przecież samotnych, biednych kwiatków z wiszącymi nitkami nie zgłoszę ;-) Nawet, jeśli samo zrobienie różyczek było dla mnie wyzwaniem. Nie, żeby trudne technicznie, ale zawsze to pierwszy raz.
Dopiero nieco później zrobiłam tylną rozetkę, a raczej rozetka powstała jako kolczyk,ale brakło nitki na czółenku na ostatnie kółeczko ;-) Połączenie samej różyczki i rozetki samo w sobie jako broszka wypadło blado,więc ostatnim zrywem zrobiłam dziś sznureczkowe pętelki i wreszcie wykończyłam całość.
Jak widać, kto myśli, że tworzenie to prosty proces Pomysł-Wykonanie-I już...jest w błędzie ;-)
Swoją drogą myślałam kiedyś o serii postów o inspiracjach oraz drodze od pomysłu do efektu końcowego... Może kiedyś coś takiego powstanie, bo temat mnie interesuje,tzn zauważam u siebie różne wersje i odchylenia od tzw twórczej normy...


PS. W sprawie tytułu...Róża nie jest jedyną kwintesencją kwiatu. Jest jeszcze Bez (ach ten zapach i ta rozliczna kwiatuszkowatość), Przetacznik ożankowy (z całą swoją ulotną, polną delikatnością i kolorem nieba), Stokrotki (wiadomo, są wszędzie i są takie stokrotkowe)...A Lilie? Mieczyki? Krwawnik? Dzika śliwa? I te ŻółteWiechcie (czyli Nawłoć pospolita), które rosną nawet w miastach na każdym kawałku nieużytku czy nawet ruiny... I wiele,wiele innych!

czwartek, 22 września 2011

Takie kwiatki...




Żeby nie było, że nic ostatnio nie robię frywolitkowego, tylko same plecionki koralikowe i szydełko... pokazuję kwiatkowy komplecik. Dawno takich nie pokazywałam,właściwie chyba tylko raz były na blogu,o w tym wpisie, a przecież całkiem sporo takich kompletów zrobiłam. Mimo mojego nie-wstawania-przed-dziewiątą.. (tak,tak,był taki plan hehe)
Zastanawiałam się nawet,czy by nie pokazywać wszystkich zrobionych przeze mnie danego dnia rzeczy,ale się boję,że zanudzę...I mogę nie wyrobić ze zdjęciami,bo obróbka tego okropieństwa, które wychodzi z mojego aparatu, jednak trochę trwa...

środa, 21 września 2011

Słonecznie miodowo plus kot ;-)


Oto kolejny naszyjnik szydełkowy z serii "Piana" tym razem w miodowej wersji, z brązowymi i złotymi szklanymi koralikami. Żeby mu nie było smutno, że taki trzeci z kolei, dołożyłam mu broszkę do towarzystwa. Też nic nowatorskiego, kwiat z tkanin, ale za to te kolory! Słoneczne jak lato, które jeszcze może powróci choć na kilka dni. A całkiem do towarzystwa wchodził mi wciąż w kadr mój kot Czarny. Imię zyskał, bo to, co na nim nie jest białe, jest..noo..czarne.W odróżnieniu od jego kumpla Szarego, który tam gdzie nie jest biały,jest.. w kolorach wilczych ;-) Jakoś je trzeba było nazywać, a innych imion pewnie by i tak nikt w domu nie zapamiętał poza mną. Kot występuje dziś jako nowość, bo jeszcze się nie chwaliłam nigdy domowym przychówkiem ;-)





Jak zwykle zapraszam po miodowe skarby do sklepiku. Rozkręcam się;-)

poniedziałek, 19 września 2011

Co z niej zrobić?

Taką kulkę barokową wysupłałam. Dość duża wyszła, ok.2,4cm  Dość ciężka, bo z dwunastu 8mm szklanych kulek wzbogaconych drobnicą 2mm. I teraz się zastanawiam, co z nią zrobić. Szkoda,żeby luzem leżała sama dla siebie, ale pomysłu na nią nie mam jeszcze. Bardzo proszę o podpowiedzi....

sobota, 17 września 2011

Miss frywolitki;-)

Robiłam to zamówienie już ładne kilka tygodni temu.Nie pokazywałam,bo po pierwsze liczyłam na zdjęcia w internecie ( :-) !!!) a po drugie chciałam poczekać,aż pokażą się w sklepie internetowym zleceniodawczyni tych wisiorów.Na razie się nie doczekałam. Nie zawsze da się uruchomić sklep tak szybko, jak by się chciało.Teraz się chwalę, bo już dłużej nie mogę;-) Ale najpierw krótkie wprowadzenie....
Otóż właściciele sklepu "Pati" w Nowym Targu specjalizują się w decoupage'owej biżuterii w stylu góralskim.Przygotowywali ostatnio kolekcję biżu na potrzeby wyborów miss Małopolski.A ponieważ już jakiś czas się znamy i współpracujemy, do kilku rzeczy robiłam im frywolitkowe koronki.



Do tego wisiora dorabiane były inne elementy,w całości można go zobaczyć np.na tym zdjęciu:


Do tego wisiora, ani do drugiego,bliźniaczego czerwonego nie mam zdjęć własnych...bo do ostatniej chwili nie wiadomo było,który wisior pójdzie z którymi łańcuszkami. Było dużo wersji do wyboru: czarna z czarnymi koralikami, czarna z czerwonym koralowcem, czarna koronka bez koralików i mieszane,jedna połowa taka, druga inna..W efekcie  pokazowe zdjęcie vice miss w czarnym naszyjniku i kolczykach w oplocie.

 
Jedna z wielu połówek zawieszenia do tych naszyjników skończyła jako bransoletka, ale to pewnie nie jedyny sposób wykorzystania takiego sznura z koralem.



Jeszcze wisior czarna kropelka,z oplotem frywolitkowym i falbanką.Do niego też coś było dorabiane,ale zdjęcia pokazowego nie znalazłam.


Zaznaczam,że robiłam tylko frywolitkę,drewienka z góralskimi kwiatkami dostałam gotowe.Decoupage z tybetu to nie moja dziedzina. Chociaż nad decoupage'owymi wisiorami się zastanawiam,to jednak póki co odstrasza mnie wizja uczenia się jeszcze jednej techniki...Jeśli już,to jednak chyba raczej tradycyjnie papierem w jakiś delikatny wzorek;-)

piątek, 16 września 2011

Pierwszy pierścionek:-)


Już od dawna miałam bazy do pierścionków,ale jak to bywa, musiały swoje odleżeć. Pierwszy pierścionek powstał do kompletu do nowych sztyftów koralikowych, które trudno nazwać frywolitkowymi, chociaż trzymają się na nitce i trochę węzełków frywolitkowych tam jest..(dokładnie 8 w jednym) Pełnia prostoty. Dzięki benzynkowym opalizującym koralikom jestem w stanie zaakceptować nawet mocno geometryczny kształt sztyftów, ale pierścionek już musiałam złagodzić łuczkami. Wynikiem łagodzenia jest ni to koniczynka,ni to kwiatek. Może wymyślę coś jeszcze na bazie tych rombów,bo czuję, że kształt daje sporo możliwości.




A ponieważ mocno się wprawiam w szydełkowaniu prostych form, pokażę jeszcze jeden wielofunkcyjny naszyjnik-pianę. Tym razem w czarno srebrno perłowej tonacji, czyli istna Droga Mleczna:-)



Ps. W przygotowaniu wersja miodowa, wciągnęło mnie;-)
Ps2.Wszystko wstawiam do sklepiku, niech przybywa towaru na półce;-)

środa, 14 września 2011

Morska piana


Kiedy pierwszy raz wyszydełkowałam taki naszyjnik,skojarzył mi się właśnie z pianą. Mimo,że pierwszy był w opalizujących zieleniach na brązowej nitce. Dawno już trafił w ręce mojej siostry,nie zdążyłam nawet zrobić zdjęcia.
Tym razem powstał w wersji bardzo morskiej. Z mojej cudnej nitki w kolorze Teal i srebrnych oraz perłowych koralików. Jak drobinki piany na morskiej fali.


W tym naszyjniku najbardziej podoba mi się jego wszechstronność. Może być długi w długości pępkowej, może być bardziej przy szyi, a może też występować jako bransoletka. Zależy jak owinąć ;-)


Wbrew pozorom rozplątywanie takiej kupki wcale nie jest nie do wykonania. Nie trzeba nie wiadomo jakiej cierpliwości.Wystarczy znaleźć miejsce,w którym były zszyte oba końce. Powstało tam nieznaczne zgrubienie, chwytające razem wszystkie pojedyncze sznureczki. Od tego miejsca rozplątywanie trwa chwilę,czasem wystarczy podnieść za to zgrubienie i puścić luźno,żeby się rozsupłało.

Wygląda na to,że wreszcie skończyłam swoje odliczanie pod hasłem "wyz50" czyli wyzwanie 50 nowych rzeczy.Miałam je skończyć wiosną,a tu już jesień. Podsumowując,sama nie wiem czy efekt końcowy zaliczyć sobie na minus, za długie przerwy w twórczości i nieregularność, czy uznać,że 50 nowych prac / wzorów jest wystarczającym powodem do fanfar ;-)
Chyba po prostu machnę ręką na podsumowania i zacznę zabawę od nowa. Od następnego wpisu odliczanie "50 nowości" zastąpi dotychczasową etykietę. I znów zobaczymy,jak długo mi to zajmie. Gdybym planowo pokazywała coś nowego codziennie, skończyłabym 24 listopada.Zobaczymy ;-)

poniedziałek, 12 września 2011

Puszka Pandory


Zastanawiałam się kiedyś,dlaczego firmowe koraliki modułowe nazywają się właśnie tak mitologicznie. Co one maja wspólnego z Pandorą i jej puszką? Dopiero gdy sama zaczęłam je robić,doszłam do wniosku, że pewnie chodzi o pudełko,w którym miłośniczka koralików modułowych przechowuje swoje skarby. Zaczyna się od jednej bransoletki. Jest jakiś sznureczek baza i kilka koralików. Potem trafiają się pojedyncze koraliki do koloru...bo do tej sukienki by mi pasowały, bo do tamtej bluzki, a do tego zestawu też nic nie mam i przecież wystarczy sobie dokupić dwa albo trzy elementy luzem...A na koniec pudełko biżuterii wygląda mniej więcej jak na załączonym obrazku ;-) Istna puszka rozsypujących się nieszczęść,szczególnie,jak się człowiek śpieszy. A moje pudełko i tak jest raczej małe, i wcale nie służy mi do przechowywania biżuterii. Na co dzień używam go do przewożenia podręcznego zestawu do robótek. Więcej o tym na tym blogu ,a pudełka do zbiorczego zdjęcia użyłam, bo akurat było pod ręką. Chciałam dziś pokazać kilka moich plecionych koralików modułowych. Dużo się tego uzbierało:


Indygo z błękitem i turkusowo czarne


Zielone limonkowe z brązową benzynką, zielono-zielone i przezroczyste z opalizująca zielenią


W złote plamki z czernią, pomarańczowe z kremem

Pomarańczowo-czarne w dwóch wersjach: z jasnopomarańczowym,oraz ze srebrnym,plus zdjęcie porównawcze


 Oraz róż z grafitem,fiolety z czernią i fuksja z benzynkowym granatem


Uff,na razie tyle. Wstawiam wszystkie do sklepiku, jako pojedyncze sztuki,jak na koraliki modułowe przystało. Tylko wybierać :-)

czwartek, 8 września 2011

Bordowo i trochę puchato

Na potrzeby pewnej Siostry Panny Młodej powstała bordowa sukienka z dodatkami. Zdjęć sukienki nie mam,bo wyszły absolutnie tragiczne,może będę miała zdjęcia z wesela, szczególnie,że sukienkę ślubną też szyłam...
Na razie pochwalę się kwiatkowymi dodatkami.
Pomysł na takiego frywolitkowego puchacza wzięłam stąd , ale oczywiście domyślanie się, jak to jest zrobione, dawało różne rezultaty. W końcu doszłam do tego, jak takiego kwiatka zrobić i pochowałam próbki, bo trzeba się było zająć czymś innym.. To było dawno..... Próbki przeleżały swoje, miałam zamiar zrobić z nich..no właśnie,COŚ. Pomysłów było wiele, pewnie dlatego na nic się nie zdecydowałam.
Aż w końcu przyszło mi robić dekoracje do sukienek ;-)
Na początek naszyjnik kwiat, na łańcuszku żmijce. Zawierają się w nim wszystkie tkaniny, wykorzystane do uszycia sukienki,do której jest kompletem. Plus perełka nawiązująca do kolczyków (nie moich )


Do spinania bolerka lub portfelowego dekoltu sukienki powstały dwie broszki. Bardzo neutralne, prawie się gubią,ale to dobrze, co za dużo to nie zdrowo.


A na koniec jedna z próbek,taka bardziej udana,chociaż z pierwowzorem ma niewiele wspólnego ;-)

wtorek, 6 września 2011

Rozdaję!! - "Podaj dalej"

Nie ma to,jak dostać coś tak po prostu. Za dobre słowo. Na dodatek dostać niespodziankę:-) I jeszcze dostać motywację do dzielenia się  z innymi! Takie łańcuszki bardzo mi się podobają i trzeba je rozpowszechniać.Stąd mój udział w zabawie wyszperanej u sOWLshine
Takie są zasady:

1 - Musisz posiadać własny blog

2 - Pierwsze 3 osoby, które umieszczą pod tym wpisem komentarz, w którym zgłoszą chęć wzięcia udziału w zabawie, otrzymają ode mnie mały, robiony ręcznie upominek, który wyślę w ciągu 365 dni

3 - Ty organizujesz taką samą zabawę u siebie i dajesz szansę kolejnym trzem osobom, na prezent od ciebie.

4 - Każdy blogowicz może 3 razy uczestniczyć w tej zabawie.

U mnie upominki będą niespodziankami,ale można przecież obejrzeć sobie,co robię i podpowiedzieć mi coś,co się spodobało;-) Albo chociaż ulubiony kolor;-)
A żeby nie było tak bezobrazkowo, pokazuję kolejne wyprodukowane dwudziestościany podobno ścięte czyli mówiąc po ludzku koralikowe kulki, tym razem w wersji kolczyków.

sobota, 3 września 2011

Moja pierwsza superkulka koralikowa

A co, chwalę się, bom z niej dumna :-)
Patrzenie na sam schemat (ten od Weraph) mnie przerażało. Okazało się,że nie jest tak źle, ale dopiero, jak znalazłam inny schemat. Większy i wyraźniejszy. Kulka ta sama, w tej zielonej wersji ma w środku drewniany koralik, ale wystarczy porządnie zaciągać nitkę i przeciągać ją za każdym razem dwukrotnie, a efekt jest sztywny i stabilny także bez wypełnienia.
Na pierwszy rzut poszły koraliki w jednym z moich ulubionych kolorów, ale starczyło ich tylko na jedną kulkę... Dlatego wykończyłam ją jako wisiorek. Po prostu przeciągnęłam przez nią kuleczkowy łańcuszek (nieco niesymetrycznie, żeby się lepiej układała)


Spodobało mi się,oj bardzo! Pewnie dlatego,że chodziłam koło tych kulek już od tak dawna i wzdychałam,a teraz mam własną!!!


czwartek, 1 września 2011

Naszyjnik z cienizny

Podpuszczona przez Karolę, która napisała mi w komentarzu do kolczyków, że robiła takie oploty z cieńszej nitki... no po prostu musiałam postawić na swoim i zrobić z czegoś cieńszego. Nie żebym uważała, że moja srebrna niteczka jest gruba.. ale w porównaniu z "nićmi maszynowymi do skóry" grubości 60E* rzeczywiście wychodzi dość grubo. Srebrna jest porównywalna do kordonka Kirlangic, moje cienizny trzeba złożyć na dwa, żeby efekt był ten sam.
Był problem na samym początku: co oplatać? Dysponowałam wówczas jedynie ceramicznymi kulkami w miarę odpowiednich rozmiarów, ale w niejednolitym kolorze.. Na szczęście przypomniałam sobie o daawno kupionych kropelkach akrylowych wykończonych perłową powłoką. Kupując je myślałam, że są mniejsze, ich rozmiar mnie zaskoczył i musiały swoje odleżeć.
Zrobiłam oplot kropli, podwieszenie, w końcu cały miodowy naszyjnik, a nawet kolczyki w całkiem nowym wzorze do kompletu...całość musiała również swoje odczekać, aż będę miała kiedy zrobić zdjęcia.




Blogging tips