środa, 31 grudnia 2014

Uwieńczenie roku sukcesów ;-)

Taa, samochwała w kącie stała ;-)
A właśnie, że nie!
   Rok temu pisałam o zapomnianych sukcesach. O pozornie straconym roku. I o słoiku sukcesów.
Dziś pokazuję Wam moją świąteczno - noworoczną dekorację. Jest krzywa i do niczego mi nie pasuje, ale jest MOJA. Każda gwiazdka to wspomnienie chwili pełnej zadowolenia, radości, poczucia, że DA SIĘ! :-) Kiedy nawlekałam gwiazdki na sznureczek, rozwinęłam na chybił trafił kilka papierków. I wiecie co? czytając o naprawdę dawno zapomnianych, małych sukcesach - to wspaniałe uczucie radości wracało!
   Uważam, że trzeba umieć dostrzegać to, co się osiągnęło. Umieć odczuwać zadowolenie ze zrealizowanych planów, z załatwionych trudnych spraw, z wszelkich osiągnięć. Dlatego piszę ten post. Nie po to, żeby się chwalić, jaka to ja jestem super. Może jestem ;-) jak się patrzy z boku i nie widzi tego wszystkiego, co mi w tym roku NIE wyszło.

 
 A co się znalazło we wnętrzu moich gwiazdek?
Nie muszę rozwijać wszystkich, bo mam ściągę w postaci pomocniczej listy, wpiętej do mojego specjalnego segregatora. Podpierałam się nią, sprawdzając czy nie przegapiłam jakiegoś sukcesu w danym miesiącu.
Były tam sprawy związane z własną firmą, przede wszystkim - żeby była i działała. Sprzedaże na Etsy - bo nie wiedzieć czemu każda jedna tak bardzo cieszy. Opracowane nowe wzory frywolitek, spróbowane nowe rękodzielnicze techniki lub nowe ich połączenia, zrealizowane punkty z "listy 100" oraz jej rozwinięcia na podpunkty, zapełnienie miesięcznie co najmniej 90% krateczek na niebiesko, każde odkładane "na wieczne jutro" zobowiązanie, które trafiło na listę UFO i które udało mi się ukończyć.....Oraz różne inne rzeczy, które uznałam za sukces.
  Chyba nie muszę mówić, że warto było.Zachęcam wszystkich do zrobienia sobie takiego słoika... i takiej listy, bo niestety wiem, że gdyby nie ona, spojrzałabym na siebie straszliwie krytycznie i zbagatelizowałabym większość moich osiągnięć. I znów na koniec roku stwierdziłabym, że to był kiepski rok.... a NIE BYŁ!

Na koniec życzę Wam wspaniałego, pełnego sukcesów i szczęśliwych chwil, i dobrych zmian - Nowego Roku!

sobota, 20 grudnia 2014

Parzenica w dwóch wersjach. Indygo i czerwono czarna.

Jak się współpracuje ze sklepem z rękodziełem, umiejscowionym na Podhalu, to nie uniknie się pewnych motywów.
Koralowców. Koralowej czerwieni. Czerwieni w ogóle.
Góralskich kwiatków.
Parzenic.
Tym razem dopadła mnie parzenica. Mała, drewniana, wycinana laserowo ze sklejki zapewne. Było ich dwie jako kolczyki. A jedna Pani zażyczyła sobie z nich naszyjnik. Znaczy z jednej.
Zamotałam ;-)
Tak powstała przeróbka połówkowego naszyjnika z kropelką (lub bez). Zamiast centralnego okrągłego motywu wstawiłam parzenicę, przedłużyłam ramionka (na wyraźne życzenie klientki) i oto jest nowy wzór.



Praktycznie natychmiast powstała też wersja bardziej zabudowana - bo przecież parzenice były dwie ;-) Tutaj pokazuję już jedną z kolejnych wersji, czarno - czerwoną, ona zresztą też powstała w dwóch odsłonach, tylko jakby światła teraz mniej do robienia zdjęć i nie wszystkie prace załapały się na sesję.


Osobiście wersja zabudowana bardziej mi się podoba (jeśli nie liczyć koloru, bo wolę niebieski ), ale różnie bywa. Co kto lubi. A Wam który wzór bardziej przypadł do gustu?

czwartek, 18 grudnia 2014

Połówkowy naszyjnik

Przygotowując wpis na jutro (jeszcze nie ma części zdjęć) uświadomiłam sobie, że nie pokazywałam tutaj nigdy jednego wzoru naszyjnika, który powstał jednocześnie z frywolitkową maską i innymi elementami z kolekcji połówkowej, ale nie załapał się na żadne zdjęcie. Robiłam mu już kilka wersji kolorystycznych, ale jakoś żadna nie trafiła tutaj. Śpieszę nadrobić zaległości.



Niektóre wersje miały podczepione kropelki na dole, taki uroczy ale niekonieczny dodatek. Jeśli udaje mi się ładnie dobrać kropelkę do koralików - dodaję. Jeśli nie - wolę nie psuć efektu.
Jak Wam się podoba?
Ps.To mój ulubiony zestaw kolorystyczny - czarny + teal czyli ciemny morski turkus

piątek, 12 grudnia 2014

Królewskie klejnoty

Jakiś czas temu dostałam do przetestowania kryształki o wyglądzie prawdziwych klejnotów - firma Coricamo wspólnie z blogiem "Szuflada" ogłosiły nabór chętnych do testowania. Widocznie całkiem udatnie przedstawiłam moją wizję królewskiej korony z klejnotami oprawionymi w wiktoriańską koronkę - bo dostałam 12 pięknych kamyczków. Próbowałam zrobić im zdjęcie przed oprawieniem w koralikowe oploty, ale się nie udało żadne podejście. Ot, fotograf ze mnie... no cóż, staram się, naprawdę :-) Ciekawych odsyłam na stronę sklepu - można tam zobaczyć też inne kolory. Osobiście mam chrapkę jeszcze na szafirowy i marzę o szmaragdowym którego nie ma ;-) Kto wie..?
  Tymczasem zabrałam się za oplatanie.
Nie mogłam w pierwszej chwili zdecydować się na konkretny kolor koronki i oplotów, w końcu stanęło na gotyckiej, czarno rubinowej wersji.








 Dwa kryształki dostałam różowe, nie pasowały mi ani do korony, ani do naszyjnika, więc zaczęłam robić z nich kolczyki tak jakby nie do kompletu. Biała koronka nie pasuje, spróbuję ze srebrna nitką.  Zostały mi te dwa różowe i jeden czerwony kryształek, pewnie jeszcze coś z nich powstanie. Pomysłów jest aż za dużo :-)

Oplot do kryształków to inwencja własna, oparta na oplatanych rivoli do wisiorków gerberek. (obiecałam kiedyś wzór na gerberki - i jakoś mi schodzi). Zasada ta sama co przy wszystkich oplatanych kamykach, a rozmiar kamyka nie sprawia żadnych problemów, nie to co np rivoli 8mm które lubią wypadać z oplotu, bo koraliki toho 15o są za duże ( kto widział na żywo koraliki toho15o, wie jaki to absurd! Za duże, hihi)

Kryształki z przodu mają płaski szlif, za to z tyłu dziobek, który "odbija" od podłoża i pięknie załamuje światło, dzięki czemu nie sprawiają wrażenia ciemnego kawałka szkła. Nie sądzę żeby nadawały się do przyklejania jako kaboszony - chyba że odwrotną stroną - dziobkiem do przodu,  ale wtedy z kolei stracą część tego klejnotowego błysku. W oplotach sprawują się świetnie i już je pokochałam. Dodatkowym plusem jest to, że z tyłu wyglądają równie efektownie co z przodu - perfekcyjne do kolczyków, do wszelkich trójwymiarowych prac

W całym królewskim komplecie, oprócz otrzymanych owalnych kryształków i czarnej nici, użyłam dwóch rivoli 8mm i jednej onyksowej kropelki w naszyjniku, koralików toho 15o w kolorach  transparent siam ruby  i czarnych, toho 11o silver lined ruby, oraz srebrnych kryształków fire polish 3mm.
Korona nie jest niczym usztywniana, klejona, krochmalona czy coś w tym stylu. Na dole ma wplecione kółeczko z naszyjnikowego drutu pamięciowego, żeby trzymała kształt. O dziwo to "klejnoty" najlepiej ją usztywniły.

http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2014/12/testuj-z-szuflada-prezentacja-prac.html

Bardzo się cieszę, że miałam możliwość przetestować te kryształki - w przeciwnym razie wizja korony pewnie jeszcze długo pozostałaby tylko mglistym pomysłem. I już wiem, jakich kryształków będę używać do kilku zaplanowanych projektów.

A jak Wam się podoba mój królewski komplet?

wtorek, 2 grudnia 2014

Koronkowy kołnierzyk - lace collar

Nie wiem czy ktoś zauważył, że ten kołnierzyk składa się z dwóch "cosiów", dorysowanych do centralnego motywu wypasionego naszyjnika. Tak właśnie powstał. Kiedy tworzyłam wzór wypasionego, po usunięciu środkowej koronki został na papierze taki narysowany trójkącik. Nic tylko dorobić mu drugi i zawiesić na szyi jako kołnierzyk. Troszkę tylko zmieniłam ilość supełków i dorobiłam oczko łączące.

https://www.etsy.com/listing/210580668/black-lace-collar-necklace-tatted-lace

Tak naprawdę ten trójkącik skojarzył mi się z kołnierzykiem tylko dlatego, że już od jakiegoś czasu chodziła za mną wizja koronkowego kołnierzyka. Wszystko przez jedną Osobę w miętowo turkusowej bluzce z czarnym gipiurowym kołnierzykiem o takim ostrym, trójkątnym kształcie. Po prostu nie mogło mi to wyjść z głowy. Kiedy więc zobaczyłam, że kołnierzyk "sam mi się wymyślił" - musiałam go zrobić.Właśnie czarny. Klasyczną białą wersję też pewnie kiedyś zrobię.
 Tak, spostrzegawczy stali bywalcy mojego bloga pewnie już dawno widzieli ten kołnierzyk w moim sklepie Etsy, w okienku po lewej, ale dopiero teraz pokazuję go tutaj - wciąż nadrabiam zaległości.

Ps. Osoba wspomniana powyżej często zwraca się do znajomych w trzeciej osobie, właśnie w stylu "a czy Osoba (Osóbka, Koleżanka lub Cioteczka - stosowane naprzemiennie) zrobiła to czy tamto, była, widziała, pamiętała...itd. Ot taki zabawny detal w rozmowie :-) Ostatnio chwilę po wyjściu na ulicę odebrałam od niej telefon tej treści "A czy Osoba wie, że zostawiła u mnie nici?" - Czym prędzej wróciłam, bo z czego bym supłała? Aaa, kto nie ma w główce ten ma w nóżkach ;-)
Dajcie znać, czy Wam też się podoba kołnierzyk.
Blogging tips