piątek, 25 stycznia 2013

Niespodzianka!

Dziś tak tylko króciutko napiszę, co mi się ostatnio przytrafiło ;-) Paczka do mnie przyszła. Niespodziewana. Taki prezent dostałam :-)








Autorką tych cudnych rękawiczek jest Poohatka - zobaczyłam takie u Niej na blogu, wyraziłam zachwyt... i dostałam własne! Dodatkowo jeszcze garść ślicznych metalowych dyndadełek, z cudnej urody ważkami na czele! Cudowności! Wyobrażacie sobie moje zdumienie?! I jak tu wystarczająco podziękować za taką niespodziankę?
Postarałam się zrobić porządne zdjęcia moich ;-) nowych skarbów, z uwzględnieniem kawałka futrzastej czapki, żeby Poohatka mogła stwierdzić sama, że rękawiczki pasują!
 Ps.Chyba nawet wykorzystam tą błękitną wstążeczkę, którą prezent był zawiązany. Czegoś w tak uroczym kolorze się nie wyrzuca ;-)

wtorek, 22 stycznia 2013

Zimowo - pomarańczowo

Wcale nie chodzi o pomarańcze - moje ulubione zimowe owoce. Tym razem kolor w roli głównej. Rzadko go używam, ciężko znaleźć surowce w ładnym odcieniu pomarańczu. Tym razem użyłam leżącej od dawna czesanki. Właściwie mam wrażenie, że filcowe kulki rzadko widuję, więc może warto je przypomnieć, szczególnie, że to taki cieplutki, zimowy surowiec na biżuterię.
Moje kolczyki filcokulki połączyłam - a jakże - z frywolitką. Malutkie pięciopłatkowe kwiatuszki-gwiazdeczki, z rodzaju małych motywów wykańczających resztkę nitki na czółenku. W jasnoszarym kolorze, z szarymi perłowymi koralikami. Do tego super pomarańczowe energetyczne kule plus niewielkie białe koraliki crackle. Oto moja całkiem odwrotna interpretacja zdjęcia, jakie zaproponowano na blogu wyzwaniowym "Diabelski Młyn"  Bo kto powiedział, że bieli ma być najwięcej?





I proszę się nie dziwić, ostrzegałam, że mam zamiar częściej brać udział w wyzwaniach ;-)

sobota, 12 stycznia 2013

Ciepły płomyk na zimę

Nie, nie brakło nam prądu. Po prostu lampion zrobiłam :-)
Zmotywowało mnie moje własne wyzwanie - "Zimowe światło". Wyciągnęłam więc pozostawiony specjalnie w tym celu kawałek 4 rzędu tej serwetki ;-) (dokładnie 7 ząbków) i zabrałam się do pracy. Przy okazji wreszcie zebrało mi się na pierwsze testowanie Paverpolu. Takim to sposobem usztywniłam sobie kawałek bawełnianej koronki. Jeszcze nie wyschło do końca, więc nie umiem powiedzieć, czy rzeczywiście zaschnie na kamień, zobaczymy. Póki co jest sztywniejsze, niż moja normalna koronka, która co prawda przed taplaniem w specyfiku też sama stała, ale łatwiej ją było zdeformować. Podobno rzeczy po Paverpolu są w jakimś stopniu ognioodporne, można je myć....No nie wiem. Póki co efekt jak po Wikolu. Przetestuję do końca, jak wyschnie.
 Kolor oryginalny jednak najlepiej oddają skany serwetki, bo zdjęcia robiłam dopiero co - czyli światło nie wiadomo jakie, a do aparatu nie jestem jeszcze przyzwyczajona. Grunt, że baterie dotarły i działa :-)
Zdjęcia w wersji oświetlenie sztuczne z lampą błyskową, oraz różne wersje zdjęć w ciemności. To bardziej złociste na ustawieniu "słoneczko", a lilafioletowe - na "żarówce".
Na brzegach pikotek widać czasem taką lśniącą poświatę - to warstewka paverpolu łapie światło.






czwartek, 10 stycznia 2013

Serwetka - robić dalej?

Dziś mi przysłali maila, że dopiero wysłali moje baterie do aparatu :-( Postanowiłam więc pokazać moją próbę skanowania koronki. Wyszła nie najgorzej, w intrygująco cieniowane plamy ostrego obrazu (że supełki można policzyć) oraz obszary rozmyte. Według mnie zadowalająco. Pewnie wyszło by lepiej, gdyby serwetka była prasowana żelazkiem, a nie w książce.
Długo mi zeszło z tą robótką, ostatnio pokazywałam ją 1 października. Ale też faktem jest, że czwarty rządek a także piąty, to nie jakieś tam cyk-myk i już. Sam czwarty rząd to jakby trzy w jednym, robiło się to dłuuuuugo...A jeszcze mniej więcej po 1/3 stwierdziłam, że coś mi nie pasuje, nie podoba mi się robienie czterech kółeczek w jeden pikotek - jak to jest w oryginalnym wzorze u Renulka. Odcięłam, i zaczęłam robić po swojemu, w taki sposób, jak robię bransoletki - każde kółeczko łączy się z dwoma sąsiednimi, w środku między czterema robi się okienko, a nie jeden upchany pikotek.


 Z precyzyjnie odciętej koronki coś powstanie, swoją drogą dwa pomysły mi przyszły do głowy dzięki temu wzorowi. Ja zaś zabrałam się za rząd piąty - gwiazdki. Jeszcze mi kilku brakuje, za to już widzę, że na gwiazdkach chyba mi się kordonek skończy. MOŻE starczy jeszcze na te łączniki między gwiazdkami, ale pewności nie mam.
I tak doszłam do pytania, czy w razie czego dorabiać resztę serwety w innym kolorze? Próbować dobrać grubość kordonka, bo koloru raczej mi się nie uda....?
Nie wiadomo, co będzie w następnym rządku, na tym polega urok supłania On-line, ale tym razem bardzo by mi pasowała świadomość, co będzie dalej. Tak sobie pomyślałam, że zrobię niebieskie gwiazdki, a łączniki już z białego - i dalej będzie biała...
Podobają się Wam dwukolorowe serwetki?
Bo ja- przyznam szczerze- mam mieszane uczucia...

środa, 9 stycznia 2013

Otworzyłam szufladę....

Czyli znów wzięłam udział w wyzwaniu! Pierwszy raz w tym roku, a obiecałam sobie częściej brać udział w takich różnych zabawach, nie ograniczając się do mojego zimowego cyklu wyzwań ;-)
Tym razem tematem przewodnim są KORONKI. Ha. Jakby mi brakowało koronek, to zawsze mogę otworzyć bądź którą szufladę, jakaś frywolitka się znajdzie ;-)
Koronka się znalazła. Nawet już zdjęcia miała, co w mojej obecnej bez-aparatowej sytuacji jest wielkim powodem do radości. Tym razem w formie grzebyka do koków, ozdobionego strzępiastymi, pikotkowymi kwiatuszkami. Frywolitkowa ozdoba do włosów w kolorze indygo, zwanym również Royal Blue.




Grzebyk jest taką małą zapowiedzią kolekcji "fryzjerskiej", którą mam w planie w tym roku skompletować.
          A Wy używacie ozdobnych grzebyków? Przy jakich okazjach? A może dopiero Wam się marzy taka ozdóbka?

sobota, 5 stycznia 2013

Kalendarz gotowy

I nawet udało mi się zrobić zdjęcia. Naładowałam baterie, zrobiłam siedem cyków, naładowałam od nowa, zrobiłam kolejne siedem.... i z tego ogromu wybrałam i solidnie obrobiłam dwie fotki. Grunt, że są :-)
Wybrałam na ozdobny obrazek reprodukcję arrasu z ok.1560r  - "Jeleń i jednorożec"
Wydrukowane kartki z miesiącami potraktowałam dziurkaczem, podobnie jak bazową tekturę - i połączyłam szyfonową wstążeczką.
Dodatkowy detal - przesuwane okienko, wycięte z tekturki bez użycia jakichkolwiek wykrojników (bo takich nie posiadam) i podmalowane kredkami akwarelowymi.



A dla tych, którym się nie chce zaglądać do poprzedniego wpisu, miniaturka zdjęcia kalendarza przed przeróbką ;-)


I byłabym zapomniała napisać, że zgłaszam mój kalendarz do wyzwania w "Kreatywnym Polu"

piątek, 4 stycznia 2013

Taakie mam plany i co?

...I aparat siadł. Na amen. Fioletowe mazy, o których wspominałam przy okazji mojego niby-sutaszu, są typowym objawem popsucia się czegośtam w środku. Na chwilę mu się polepszyło, ale teraz już padł całkiem, wyświetlacz czarny, zdjęcia właściwie też....
Na szczęście mam taki drugi aparat, dostany od Wujka. Ma jeden mankament - cuś z bateriami. Niby nowe, a starczały na 5min. Dziś z trudem starczyły na pół minuty, ale zrobiłam bardzo "na szybko" kilka zdjęć planowanych prac "przed"...Zdjęcia "po" będą, jak zamówione baterie dotrą do mnie, czyli najwcześniej w połowie przyszłego tygodnia.
 Pomysł na te przeróbki wziął mi się z moich noworocznych postanowień. Zwykle kilku na raz. Jednym z nich jest porządkowanie. W moim wypadku polega na pozbyciu się niepotrzebnych rzeczy, naprawieniu lub wykończeniu potrzebnych i stworzeniu stałych miejsc na to, co mam i używam....W miarę możliwości nie kupując nic nowego, wykorzystując co mam (a mam dużo, jako rasowy przydasiowy chomik)
 Tak więc wyciągnęłam z czeluści moich szafeczek, półek i strychu (...) takie oto "skarby":
    Segregator - w sam raz na moje postanowieniowe notatki - dla lepszej organizacji, a w wersji papierowej będzie wspierał moje postanowienie poprawienia charakteru pisma (czyli pisać-pisać-pisać, najlepiej odgrzebanym i odmoczonym piórem)



    Teczka A3 - relikt z czasów liceum, odgrzebany z braku innej grubej i solidnej tektury na nową teczkę. Dzięki temu zresztą odgrzebałam również obrazek z następnego zdjęcia ;-) i parę innych rzeczy... Po co mi teczka? A to już następnym razem ;-)


Kalendarz "na trzy" kupiony rok temu. Nie tyle odgrzebany, co zdjęty ze ściany. Nie kupuję nowego, zrobię sobie sama. Miesiące już wydrukowałam na nowej drukarce. Zastanawiałam się tylko nad obrazkiem na górę, aż znalazłam w teczce :-) reprodukcje arrasów. Mam do wyboru indyki, jelenie na rykowisku i inne takie ;-) ale charakterne są, w starym stylu, z pożółkłymi brzegami...


To zabieram się do pracy. Nie wiem, kiedy będą następne zdjęcia......

*)Tekst z teczki zachowany dla potomnych:
"Siedzisz jak kura w kurniku. Kura zastanawia się, czy znieść jajko. Jak nie zniesie, to ją gospodyni ugotuje na obiad w rosole. Jeśli będzie regularnie znosić jajka, to ocaleje.
Tak samo w szkole. Ocaleje tylko ten, kto regularnie znosi jajka."
(chyba chodziło o zadania domowe...?)

Blogging tips