piątek, 20 września 2013

Grzebienie do włosów

Pierwszy grzebień do włosów pokazywałam już dość dawno temu tutaj - i obiecywałam, że będą kolejne...kiedyś ;-) I są. Tym razem mniej w nich frywolitki, a więcej koralików. Właściwie to głównie koralikowa plecionka, wykończona z jednej strony prostym wzorkiem koronkowym.
Pierwszy, biało-kryształowy ślubny grzebień jest dość duży, za to ten czerwony, chociaż mniejszy, nadrabia wyrazistym kolorem. Niestety mam problemy z uchwyceniem na zdjęciach czerwieni. Albo niewyraźne i rozmyte, albo zaczerwienione tło, a najczęściej oba przypadki razem. Nie mam pojęcia w czym rzecz, ale czerwienie i bordo-fiolety to dla mnie fotograficzny koszmar. Ech, prawdziwy fotograf by mi się przydał ;-)



9 komentarzy:

  1. Piękne. Teraz rozumiem czemu mniej szyjesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej szyję bo po pierwsze miałam schudnąć i mi nie idzie. Taka prawda. A tak poza tym to po drugie - odkąd odwiesiłam firmę, faktycznie więcej siedzę w koronkach i koralikach.

      Usuń
  2. Super :) A z czerwienią tak już jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, to jakoś mi lżej...
      co nie zmienia faktu, że mam czerwone kolczyki do obfocenia.....i to już chyba piąte podejście będzie...

      Usuń
  3. OOO! A ja się nachodziłam za ladnym grzebienim ostatnio, wychodzi na to, że muszę cię podejrzeć i zrobic po swojemu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mów! Ja CIEBIE zainspirowałam? ;-) Koniecznie zrób sobie grzebień! Niech mam tą frajdę!

      Usuń
  4. fajnie Ci wychodzą te frywolitkowe grzebyszki!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne oba, ale ten czerwony szczególnie mniam. Ja dla odmiany nie mogę nigdy oddać na zdjęciach turkusów ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde miłe słowo!

Blogging tips