środa, 31 października 2012

Czas na jesienne kwiatki

Tym razem w jesiennych kolorach. Jeszcze niedawno jesień była właśnie taka, złociście brązowa z domieszką resztek zieleni... Było minęło. Teraz co prawda śnieg odchodzi w niepamięć, ale na powrót złotej jesieni już nie ma co liczyć, bo wszystkie piękne kolorowe liście opadły. Ale faktem jest, że ta jesień była piękna, przynajmniej w moich okolicach...Aaa, dla wyjaśnienia: w moim prywatnym kalendarzu lato trwa od początku czerwca do końca lipca, w sierpniu jest już jesień, a koniec października, od tej idiotycznej zmiany czasu - to już zima. Zima trwa do kolejnej zmiany czasu, chyba, że wcześniej zrobi się naprawdę ciepło i ptaki zaczną śpiewać. Mówiąc inaczej-coś w rodzaju epoki lodowcowej, zima przez 5 miesięcy ;-)
Ostatnio zastanawialiśmy się w domu, czy nie dałoby się zlikwidować tych zmian czasu? Pozostać na letniej wersji i już? Co prawda wstawałoby się po ciemku, ale teraz przecież też dzieci do szkoły o siódmej wstają przed świtem, nie mówiąc o dorosłych na 6 do pracy...Za to przynajmniej wracałoby się do domu za dnia, widziałoby się trochę słońca.... odpadałyby problemy z przestawianiem, nie tylko naszych zegarków, ale wszelkich systemów internetowych, bankowych, rozkładów jazdy...I proszę mi nie wmawiać głupot o oszczędności, że niby mniej się prądu zużywa..tiaaa, co tam, że przez większość zimy i tak wszystkie światła na okrągło pozaświecane, bo słonko zza chmur nie wystarcza..
Ktoś może wie o jakiejś inicjatywie oddolnej, zbieranie podpisów czy coś? Ja się chętnie podpiszę!


A w ramach wspomnienia jesieni taki komplecik pokazuję. Standardowe kwiatuszki, wzór już znany, chociaż może nikt nie pamięta ;-)
Ps. A od jutra powinnam zacząć odliczać dni do wiosny!

wtorek, 30 października 2012

Ślubny komplet frywolitkowy

Wczoraj było mrocznie i czarno, dziś biało biało i jeszcze raz biało.
Komplecik z bialutkiej niteczki - resztka ze szpuli, teraz mam już tylko ecru i różne kremy...do czasu,aż dokupię.
Białe szklane koraliki, nieprzezroczyste, ale z leciutkim połyskiem, takim z gładkości, nie z jakichś specjalnych efektów.


Wzór właściwie taki prosty, że bardziej się nie da. Kwiatuszki po prostu. Tak naprawdę komplet powstał, bo na drugi duży, centralny kwiatuszek do pary już by mi nie starczyło nitki, zamiast tego powstał więc piąty malutki, bo stwierdziłam, że coś wymyślę. Wymyśliłam. Do wykończenia wykorzystałam białe akrylowe łezki z delikatnymi fasetkami. Miałam ich akurat siedem, były dekoracją jednego z licznych znajdywanych przez moją mamę kolczyków. Znosi mi różne rzeczy, a ja wykorzystuję z nich co ładniejsze koraliki, bo co innego można zrobić z jednym przyrdzewiałym lub pogiętym kolczykiem? Przyda się - powiedziała kolekcjonerka przydasi ;-)

poniedziałek, 29 października 2012

Były sobie takie kolczyki frywolitkowe...

Były sobie takie kolczyki frywolitkowe. Postanowiłam je zrobić po swojemu, z koralikiem w środku ale jednak inne. I żeby ogólny kształt listka pozostał. Po wielu próbach, cięciu w strzępki i zaczynaniu od nowa powstało mi coś takiego:


A potem zaczęłam kombinować naszyjnik. Nie bransoletkę, chociaż kusiła mnie ta niebieska od kompletu. To moje to miała być obróżka. Samo złączenie kilku motywów kolczyków dałoby rozszerzającą się bransoletkę. Znów trzeba było kombinować, żeby wzór naszyjnika wyprostować.


Powstał z tego wymyślania wzorów cały kłąb ścinków i nitek. Tak sobie pomyślałam, że gdybym brała udział w zabawie zbierania nitek do słoika, jaką widuję na blogach haftujących osób, to musiałabym się od razu zaopatrzyć w taki słój 5-litrowy do kiszenia ogórków ;-)
Ale ze wzoru jestem bardzo zadowolona, jeszcze tylko go muszę zapisać porządnie do zeszytu, zanim kartki pogubię ;-)
..Tak sobie teraz myślę, patrząc na te kolczyki, że przecież chyba robiłam coś podobnego..... i wyszperałam te kolczyki ;-) Inne, ale trochę podobne. Tak to jest nie zapisywać wzorów ;-) gdyby nie blog, nawet bym nie pamiętała,że coś takiego wyszło spod moich rąk.

niedziela, 28 października 2012

Gdy za oknem pada śnieg...

To pora, kiedy w dzieciństwie zaczynało się myśleć o choince. Tak, przecież dla dziecka nie liczy się to, że do świąt jeszcze dwa miesiące.
Pamiętacie szkolne "zajęcia praktyczno-techniczne", przez pół zimy opanowane przez łańcuchy i inne gwiazdki? Przyznaję, że przez długi czas miałam z tym problem, bo z jednej strony miałam ambicje na coś więcej niż łańcuch z ogniwek, a z drugiej - owe "coś więcej" zwyczajnie mi nie wychodziło.. Do czasu, aż Tata nauczył moja siostrę i mnie robić jeżyki z bibułki. Niezapomniane wspomnienia! Wspólne siedzenie wieczorami i tworzenie z kolorowych papierków. Złapałam bakcyla i lepiłam codziennie, aż wszystkie kwiatki doniczkowe udekorowane były nowymi kolorowymi kolczastymi kulkami!


Postanowiłam już w tamtym roku podzielić się z wami tymi cudnymi ozdobami choinkowymi, ale zabrałam się za nie za późno. Teraz pokazuję zdjęcia robione chyba już po Nowym Roku, bo mi się nastrój zrobił, a poza tym nie spóźnię się i będziecie mieć szansę spróbować, a może i kiedyś nauczyć swoje dzieci? ;-)
      Tutorial na bibułkowe jeżyki:
Potrzebne materiały:
-kolorowa gładka bibuła lub biały papier śniadaniowy, ale nienabłyszczany, żeby się dobrze kleił.
-ołówek lub kredka, koniecznie porządnie zaostrzona na okrągło, temperówką a nie nożem ;-)
-klej - ja uczyłam się na takim wyciskanym z tubki
-zapałki lub wykałaczki (po jednym patyczku dla jednej osoby)
-cyrkiel...lub szklanka ;-)
-nożyczki
-kawałek tekturki
-solidna igła i jeszcze solidniejsza nić, najlepiej w kolorze choinki ;-)

1. Wycinamy z bibułki kółeczka. Osobiście uważam, że średnica standardowej szklanki jest w sam raz. Można większe, można też ciut mniejsze.
Składamy je po kilka i nacinamy jak na zdjęciu  w sześć, siedem lub osiem płatków, zależy jak duże mamy kółeczka.Na jedną ozdobę potrzeba minimum 10 kółeczek, im więcej, tym jeżyk będzie bardziej puchaty.


2. Przykładamy ołówek mniej więcej na środku płatka, czubeczkiem przy krawędzi i zawijamy na nim róg płatka, następnie kręcąc ołówkiem, zawijamy cały płatek...

  ..i zaklejamy przy pomocy kleju na patyczku. Można również tym w sztyfcie, ale się palec klei. Patyczkiem jest bardziej precyzyjnie. Postępujemy tak z kolejnymi płatkami, z kolejnymi kółeczkami.....


3. Kiedy małe dziobate gwiazdki są gotowe, przygotowujemy igłę z nitką złożoną podwójnie i dwa małe kwadraciki wycięte z tekturki. Nawlekamy jeden kwadracik na nitkę (nie zapominając o supełku, bo nam wszystko ucieknie).

.
4. Nawlekamy na nitkę kolejne gwiazdki. Pierwszą zawsze otworkami dziobków w stronę tekturki, następną "brzuszkiem" do "brzuszka"...


 ..kolejne otworkami do otworków, i tak naprzemiennie...


5. Na koniec nawlekamy drugą tekturkę i ściągamy na nitce. Tutaj trzeba uważać, żeby dziobki kolejnych gwiazdek nie wsunęły się jedna w drugą.


6. Wkłuwamy się przez tekturkę, 10-14warstw gwiazdek i drugą tekturkę - na wylot - i przeciągamy nitkę


7. A po drugiej stronie trochę wyciągamy nitkę za supełek, mamy więc dwie nitki- tą z igłą i tą z supełkiem. Zawiązujemy ostrożnie, żeby nie pokiereszować dziobków, ale solidnie zaciskamy, jednocześnie formując kulkę.


I gotowe! Mamy gotową puchatą ozdobę choinkową z nitką do zawieszenia.
Zauważyłam, że jeżyki doskonale nadają się nie tylko do powieszenia pod gałązką, ale też do przyczepienia na jej wierzchu. Są efektowne, a jednocześnie lekkie i dziobate, dzięki czemu trzymają się igiełek i ładnie zdobią tam, gdzie ciężko jakąś inną ozdobę umieścić. Po prostu kładę jeżyka w wybranym miejscu i owijam nitką gałązkę, dość luźno,żeby można ją było później odkręcić.


Wytrwałym gratuluję dotarcia aż tutaj ;-)
Mam nadzieję, że pomysł się Wam spodoba i spędzicie nad jeżykami miłe chwile!
A może znacie już takie ozdoby? Robicie? Macie jakieś wspomnienia z jeżykami w roli głównej?

czwartek, 25 października 2012

Kolorowo

Te cudne sówki z filcu wcale nie są moje. Znaczy moje, ale dostane a nie zrobione. A dostałam je z okazji wzięcia udziału w Sutaszowym Nie-Wyzwaniu - pisałam o tym tutaj. Okazało się, że to jednak nie jest normalne wyzwanie, ale jako jedyna zgłaszająca się zostałam wyróżniona. Autorka wyzwania - Dorota postanowiła przysłać mi coś całkiem od siebie. W ten sposób jakiś czas temu trafiła do mnie przesyłka z taką zawartością:


  Postanowiłam się pochwalić, bo cudowności dostałam. Miałam co prawda zamiar chwalić się dopiero jak wykorzystam chociaż koraliki, albo filcową aplikację z sową do czegoś użyję...ale mi schodziło za długo, więc uznałam, że trzeba się zmobilizować. Pokazuję dziś, a jeśli nic mi nie wyskoczy, pokażę w najbliższym czasie również coś, co powstało dzięki temu ślicznemu prezentowi :-)
  No tak, jakby nie zdjęcie, to bym o kolczykach zapomniała! Przez jakieś dwa tygodnie od otrzymania przesyłki intensywnie je użytkowałam, bo mają perfekcyjny kolor i długość, ale potem zagrzebałam w moim kolczykowym bałaganie i zapomniałam,że są.... Muszę coś zrobić z tym moim pudełkiem na kolczyki....
  PS. Swego czasu schematyczny rysunek sowy był moim logo, takim jakby podpisem, co można zobaczyć w tym wpisie ;-)

wtorek, 23 października 2012

Wiosenna bransoletka

Kolorystycznie bardzo wiosenna, powstała też bardzo, bardzo dawno temu. Znalazłam ją właśnie na dysku ;-) Postanowiłam ją pokazać, bo właściwie dlaczego nie? To taki grubasek z zielonkawych, a właściwie limonkowych koralików crackle i aluminiowych różyczek. Każdy element na osobnej szpilce, zaczepiony na łańcuszku, po kilka w jedno oczko, dzięki czemu bransoletka ma sporą objętość.


poniedziałek, 22 października 2012

Wąż w wodorostach - Inspiracje po to są

Sznury szydełkowo-koralikowe podpatrywałam od dawna u Weraph. Ale tak naprawdę dopiero ten naszyjnik - cudownie leśny lariat autorstwa Tauriel stał się przełomowym impulsem do działania. Nie jest ważne, że to akurat wcale nie jest typowy wąż szydełkowy. Ważny jest efekt! Gdzieś mi tam tkwił w głowie, ale nie umiałam zrobić sznura. Więc się w końcu nauczyłam! (czego efekty już tutaj pokazywałam). Nie miałam też dość dużo równiutkich koralików na pracę dłuższą niż pojedyncze bransoletki (sama chińska sieczka się nie nadaje). W końcu z okazji mojego poniedziałkowego cyklu "Inspiracje po to są"  postanowiłam zrealizować siedzący w pamięci naszyjnik. Oczywiście w innych kolorach i w sumie jednak nieco inny wyszedł;-) ale przecież nie chodziło o kopiowanie.


Mój ci on, nikomu nie oddam! Od dawna chciałam mieć taki naszyjnik wiązany bez żadnych zapięć!
Zrobiłam go z dwóch woreczków toho15 oraz garści (a może dwóch?) turkusowo morskiej chińskiej sieczki około 2mm  na mojej super turkusowej nitce, która trochę prześwieca, nadając całości bardziej turkusowy kolor. Wzór sznura 1a1b1c na 5 koralików daje spiralkę lewoskrętną.
Wodorosty w całości z chińszczyzny (bo nierówności w tym typie plecionki  nie przeszkadzają) zakończyłam dla odmiany malutkimi 3mm szlifowanymi koralikami w czarnym kolorze.

Okazuje się, że kwestia zakańczania sznura czymś innym niż metalowe końcówki jest przedmiotem prób i dociekań różnych osób, a efekty bywają różne, a czasem...takie same ;-) Na blogu tego Pana (tak, tak!) oprócz różnych sznurowo-koralikowych cudowności znalazłam lariat zakończony również wodorostami!

Pozdrawiam wszystkich inspirujących się :-)

wtorek, 16 października 2012

Zebra - wzór na czarno-białe paseczki

Takie sobie ostatnio zebry wymyśliłam. Z paseczkami nie po łuku, a promieniście. To wciąż są wachlarzyki według schematu Weraph, po prostu pokombinowałam sobie trochę z układem kolorów.


Czasem pomysł wpada mi do głowy w trakcie pracy nad czymś całkiem innym, w otoczeniu bałaganu pozbawionego jakiegokolwiek miejsca na szkicownik. Wtedy każdy skrawek czegoś papieropodobnego może zostać wykorzystany. Tym razem do wstępnego rozrysowania wzoru posłużył mi odpadnięty od pokrywki pudełka na koraliki kawałek tekturki ;-)


A tu rozrysowany porządnie wzór. Niby nic, ale zawsze coś innego ;-) Oczywiście oznaczenia dotyczą koralików Toho, chociaż można użyć również innych 2,3 i 4mm koralików, tylko dla "15" czyli 1,8mm ciężko znaleźć odpowiednik.


piątek, 12 października 2012

Zasługujesz na koronę!

Takie skojarzenie - bo moja nowa turkusowa bransoletka jest taka jakaś lekko w kształcie korony właśnie. Lekko rozszerzająca się u góry. Na płasko odrobinkę zakręcona, za to na nadgarstku ładnie się układa.









Wzór wymyślałam mozolnie, może kiedyś pokażę wszystkie wykonane do tego projektu próbki, bo gdzieś (...?) tu leżą ;-) Przyznaję, że pomysł na rozszerzającą się bransoletkę zaczerpnęłam od innych twórczyń frywolitkowej biżuterii: KLIK lub KLIK. Dotychczas uparcie trzymałam się wzorów prostych jak od linijki, ale chyba sobie od czasu do czasu wprowadzę urozmaicenie ;-) Okazuje się, że chęć lekkiego "zakręcenia" kształtu powoduje u mnie namnożenie się pomysłów, a z doświadczenia wiem, że pomysł na papierze przeradza się w kilka innych pomysłów rodzących się w trakcie realizacji ;-)

poniedziałek, 1 października 2012

Serwetka on line

Zgłosiłam się do udziału we wspólnym supłaniu frywolitkowej serwety po kawałku. Utalentowana twórczyni serwetek - Renulek - organizowała takie akcje już kilkakrotnie, ale co innego miałam wtedy w głowie. Tym razem postanowiłam wziąć udział. Może dlatego, że serwetka zapowiada się ciekawie już od samego środka, a może dlatego, że jak to ja - mam pomysła ;-) i wzór serwetki póki co mi pasuje. Nawet bardzo. Po pierwszych dwóch okrążeniach mi się zgadzało, po trzecim też, zobaczymy, jaki będzie czwarty rządek. A jaki można mieć "pomysł" z serwetki frywolitkowej? A nie powiem ;-P (na razie)
Chciałam przy okazji powiedzieć, że póki co trzymam się w terminie. Znaczy kończę poprzedni rząd, zanim ukaże się następny...tylko ze zdjęciami mi nie wychodzi ;-)
Dlatego wyjęłam dziś gotową trzyrzędową serwetkę z książki (prasowanie bezżelazkowe) i obfociłam wreszcie, żeby nie było, że zapóźniona jestem.


 Supłam - wiadomo - czółenkiem, nitka to Piroska, której kłębuszek leżał sobie nienaruszony już od ponad dwóch lat. Zobaczę, jaka duża serwetka mi z niego wyjdzie ;-)



Dla porównania pokażę też taką moją próbkę, zrobioną według tego samego wzoru z nitki, której często używam do biżuterii - multikolorowej nici do skóry firmy Arianna. Różnica rozmiarów robi wrażenie! Na to kolorowe maleństwo jeszcze nie mam pomysłu, coś mi się ćmiło po głowie, ale zapomniałam co to było..
A teraz pozostaje mi czekać (nie)cierpliwie na następne rzędy.

Blogging tips