wtorek, 21 lutego 2012

Poduszeczka na igły w pudełeczku - renowacje ;-)

Złamałam postanowienie i zrobiłam coś nowego.....No właściwie to nie pierwsza nowa rzecz,bo wczorajszy wisiorek,i serduszka w większości..Oj chyba się łamię.....
Wszystko dlatego, że przed świętami uszyłam sobie nową serwetkę na półeczkę;-) W tą starą zawsze wbijałam wszystkie igły, wiedziałam, gdzie są.. Takie stałe miejsce tam miały. Szpilki trzymam w pudełeczku po kremie, a igły właśnie w serwetce..ale ta nowa się nie nadaje, bo bardzo w niej widać wszystkie wkłucia. W efekcie wkładałam igły za każdym razem gdzie indziej i za każdym razem musiałam przeszukiwać wszystkie pudełeczka z zaczętymi robótkami. Po wczorajszym godzinnym postoju w pracy z powodu braku cienkiej igły do koralików... no.. załamałam się i czym prędzej wyciągnęłam asortyment do produkcji poduszeczki na igły.
     Pomysł na poduszeczkę powstał już kilka dni temu, bo te gubiące się igły dawały mi w kość... Początkowo miało to być takie typowe, podusia jakaś, może nawet serduszko, ewentualnie ozdobione czymś... Ale w nagłym przebłysku przypomniałam sobie o pewnym pudełeczku, które do niczego mi nie służyło, więc dawno temu zostało schowane... Obejrzałam, przetestowałam i przystąpiłam do odmieniania wyglądu pojemniczka..
    Na pierwszy ogień poszło wyrównywanie brzegów przy plecionce, bo koszyczek najwyraźniej  był chiński.. Pewnie bym ten etap pominęła, gdyby nie to, że akurat kupiłam sobie szpachlówkę uniwersalną do pewnego obiecanego..eksperymentu ;-) (o tym kiedy indziej) Szpachlówkę trzeba było sobie przetestować....
Zanim pomyślałam o zdjęciach, zaciapkałam wieczko, więc całość pokazuję już w trakcie pracy. Uwierzcie, pierwotnie te brzegi wyglądały dużo gorzej;-) a po tych zdjęciach jeszcze robiłam poprawki.


     Po wysuszeniu wymodelowanych brzegów, póki jeszcze nie stwardniało na absolutny kamień, czyli jakieś pół godziny do godziny później przetarłam wszystko papierem ściernym i przemyłam gąbką.Teraz zostawiłam na dłużej i dopiero parę godzin później zabrałam się za...zmianę koloru całości. Bo ten czerwony mi się nie podoba. Gdzieś mi tam w głowie siedzi wizja przemalowywania pokoju i zmiany wystroju na turkusy, więc...
      Farbka akrylowa poszła w ruch! Śmieszną błyszczącą warstwę czerwonego czegoś trzeba było solidnie pokryć kilkoma warstwami. Kolor zmieszany z kilku posiadanych. Przy okazji zabarwiłam sobie "wodą spod akrylu" kawałek materiału na w miarę pasujący kolor (takie farbowanie trzeba potem utrwalić prasowaniem).
      Następny etap - lakierowanie. Kilka lakierowań..przetarcie papierem ściernym i jeszcze raz lakier...
W międzyschnięciu z materiału wykroiłam sobie dwa owale nieco większe niż samo pudełeczko, zszyłam dookoła, przewlekłam na drugą stronę, napchałam strzępkami włókniny pozostałej z naprawy mojej deski do prasowania...I zaszyłam otwór.
Aaa..przy okazji polakierowałam sobie parę drewnianych elementów do biżu...To w ramach wykańczania, bo miałam kilka koronkowych oplotów, które sobie leżały i czekały na drewienka..
     Ostatni etap: podusia siup (..gniot,gniot...skub,skub,gniot....) i już jest we wnętrzu pudełeczka. Pyk- i wieczko zamknięte.



Oto jest poduszka durnostojka :-) Igielnik w pudełeczku.

2 komentarze:

  1. "Pomysłowy Dobromir" z Ciebie, i taaaaki pracowity:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No normalnie boski igielnik :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde miłe słowo!

Blogging tips