wtorek, 8 listopada 2011

Jubiler po zmroku czyli rozważania okołobransoletkowe.

Nadeszła ta pora roku, kiedy ciemno się robi już o czwartej po południu. Dziękujemy Wam, Ustawodawcy, że nic nie robicie z tym wspaniałym wynalazkiem jakim jest zmienianie czasu... :-/
Wiem, że nie tylko ja jestem niezadowolona z takiego przestawiania swojego życia raz w jedną, raz w drugą stronę. Nie mam pretensji do ruchów planet, że się ciemno robi zimą wcześniej niż latem, ale gdyby pozostawić sprawy własnemu biegowi, robiłoby się ciemno między piątą a szóstą. Zdążyłabym robić zdjęcia swoich prac po całym dniu tworzenia. Nie musiałabym z tym czekać do następnego ranka. Niestety...
...Dobra, ponarzekałam sobie i powiedzmy, że mi przeszło.
Wczoraj zrobiłam bransoletkę. Właściwie robiłam ją po kawałku, bo wymyśliłam ją kilka dni temu, zaczęłam coś na próbę i tak powoli przybywało sznureczków. Wszystko przez mlecznobiałą kulkę ceramiczną. A także przez szukanie taśmy klejącej, dzięki czemu natrafiłam na woreczek z kawałkami rzemyków. Skojarzenia ze stojącą na stole szpulą prawie-białych nici w kolorze śmietankowym, których używałam do mglistego naszyjnika i już się coś w głowie rodzi... Taki los biżuteryjki ;-)










Swoją drogą, jak nazwać osobę, która nie jest profesjonalnym jubilerem, ale robi biżuterię? I jest kobietą..? Jubiler kojarzy mi się z tworzeniem kształtów w srebrze, złocie, platynie i takichtam (a nie z kimś, kto od czasu do czasu zamówi gotowe, srebrne bigle specjalnie dla alergicznej siostry). Z kimś, operującym mini-szlifierko-polerką czy czymś takim, z kimś przerabiającym diamenty w brylanty...Jubiler - to taki ktoś, kto weźmie szkiełko pod lupę i wie, że toto jest lub nie jest prawdziwe, i jeszcze potrafi toto wycenić..Ja nie potrafię odróżnić korala syntetycznego od prawdziwego, nie wiem, czy posiadany fluoryt nie jest przypadkiem czymś innym, zręcznie podbarwianym przez pomysłowych chińczyków...Wiem, że moje płytki agatowe są podbarwiane, bo jedna mi spadła i pękła. Miała kolor tak do milimetra wgłąb plastra. Obawiam się, że rzucanie diamentem o ścianę w celu sprawdzenia, czy jest prawdziwy, nie jest najlepszym sposobem ;-)
Całe to zanudzanie chyba dlatego, że jest mi trochę smutno. Trudno, przejdzie.
A z bransoletki jestem zadowolona,bo sie układa tak,jak chciała,z kulką na dole, koronkami na górze i zapięciem po wewnętrznej stronie nadgarstka. Nakombinowałam się :-)

6 komentarzy:

  1. Turkusowa była piękna, ta również, jest wręcz śliczna! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne połączenie - nowatorskie, jak dla mnie, ale efekt bardzo fajny :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już kiedyś to pisałam, ale powtórzę, bardzo lubię Twoje podejście do frywolitki... ta praca podoba mi się baaaardzo!

    OdpowiedzUsuń
  4. jedyne słowo opisujące taką osobę - ARTYSTA! i to przez wielkie A! Piekne

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny pomysł na bransoletkę! Podziwiam wykonane przez Ciebie frywolitki - dla mnie to ciemna magia:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde miłe słowo!

Blogging tips