czwartek, 5 sierpnia 2010

Broszkowe przydasie w akcji

Czyli mówiąc językiem normalnie patrzącego człowieka-wielki bajzel.Pole po bitwie,albo coś w tym stylu.A to po prostu JA robię broszki...Nie ma mnie na zdjęciu,bo ktoś je musiał cyknąć,stąd osamotniony stołeczek - wygląda w tych szmatach jak z innej bajki,np o Kopciuszku;-)

 
Broszki się podobają,a przydasiowych ścinków wciąż mam duuużo,więc produkowałam radośnie,aż sobie palca odgniotłam od wycinania kółek.


Jak widać,jest tego sporo.Przy okazji powstała inspiracja do awangardowego stroju-gatki w kwiatki;-)
Teraz je jeszcze obtopić,dobrać środeczki,zszyć..i posprzątać hihi...

3 komentarze:

  1. Ależ Ty cierpliwa jesteś! Ja bym pewnie przy którymś kółku "wysiadła".
    A bajzel - jak to u artystów - artystyczny nieład ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. broszki są fajne :) i tak masz wytrzymałe palce, jeśli tyle udało Ci się naprodukować :D łeeeeee, jaki tam bajzel ;) ja się muszę pod tym względem niestety ograniczać, bo koty mi pomagają przy craftowaniu ;) a jeden uwielbia zjadać różne rzeczy - dziś wrócił do domku po tygodniowym pobycie w szpitalu - zjadł grosik i musieli mu go wyciągać z żołądka... a na rtg wyglądało to jak kulka - myślałam, że jakiś mój koralik... kot też artysta ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi też koty pomagają,ale je gonię,bo jak się ich ma cztery,to może się zrobić za duży bajzel.I mogłabym przez pomyłkę zapakować któregoś ze ścinkami,bo do woreczków włażą;-)
    Oby kotek szybko wrócił do zdrowia :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde miłe słowo!

Blogging tips