sobota, 6 lutego 2010

Po prostu musiałam!....filcaki


Kiedy wygrzebałam ten sweterek z dna szafy i zaczęłam go pruć,zaczęły się sypać strzępki,jak to przy takiej pracy...Żal mi było,włóczka ślicznie cieniowana,ale skrawki długości 4-8cm nadają się raczej do śmieci,chyba że da się z tego coś ufilcować...Wtedy jeszcze nie umiałam.Sprułam całość,zapakowałam wszystko jak leci do woreczka i odłożyłam z zamiarem wyprodukowania czapki.
Długo później Dana nauczyła mnie filcować kulki na mokro.Tzn pokazała jak się za to zabrać,ale praktykę musiałam odrobić w domu.Czym prędzej sprawdziłam moje cieniowane ścinki metodą podpalania,czy to wełna czy coś innego.Niestety "na chwyt"nie rozpoznaję,muszę się podpierać innymi sposobami;-)
Wełna.Ale w skręconym sznurku.a powinny być luźne włókienka.
Tak,wiem,że można kupić różne kolory wełny czesankowej,ale ja nie chciałam od razu kupować,chciałam tylko spróbować techniki,koniecznie ze sweterkowej włóczki!Zabrałam się więc za rozkręcanie i rozwłóknianie.


W końcu usulałam kulkę...druga wyszła dużo większa...trzecią mozolnie dopasowałam do pierwszej...a z reszty uskubanych włókienek zrobiłam jeszcze dwie malutkie.


Tak oto powstały pierwsze kolczyki filcowe w moim wykonaniu.A ponieważ znalazłam sporą ilość wełny znanej mi pod roboczą nazwą "chłopka"-luźno przędzionej,a więc łatwej do rozwłóknienia...I mam już pomysł na te malutkie kuleczki,tylko muszę dorobić jeszcze cztery...I jeszcze inne dwa pomysły...cóż,nie twierdzę,że całkiem przerzucę się na filcowanie kulek,ani że wprowadzę w tej technice jakieś wielkie innowacje,ale urozmaicenie sobie mogę wprowadzić,z czego się bardzo cieszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każde miłe słowo!

Blogging tips