wtorek, 29 grudnia 2009

Schemat do niebieskiego haftu


Wzór nie jest mojego pomysłu,po prostu skopiowałam go ze starego bieżnika,mającego chyba tyle lat co ja,jak na intensywnie użytkowaną serwetkę to dużo ;-) Wklejam go,a nuż komuś się spodoba i powstanie coś ładnego?Jeśli tak,proszę się pochwalić efektami,będzie mi miło.
Przy okazji powstały kratkowane bazy na schematy xxx oraz do makramowych bransoletek,może kiedyś powklejam swoje stare produkcje tego typu?

niedziela, 27 grudnia 2009

Mam czas do 8 stycznia


Nie jest to żadna niespodzianka,serwetki dla siostry,dzielnie mi kibicuje,chociaż momentami zapomina,jak i ja,na całe lata...Tworzę ten komplet już piąty rok conajmniej,pierwszą serwetkę robiłam ot tak wcale nie na prezent,ale jakoś tak wyszło;-)
Mam nadzieję się sprężyć i skończyć,więc jak nic nie wypadnie,będę haftować.
Mam talent do wkopywania się w drobiazgi.Na początku po prostu potrzebowałam czegoś pracochłonnego do dziubania,żeby zająć czymś ręce.Wtedy jeszcze nie umiałam frywolitek.Robiłam do domu serwetki białe,gładkie,po prostu z mereżką dookoła.Potrzebne były trzy,czwarta-taka zapasowa-skusiła mnie,więc wyjęłam mulinkę i zaczęłam kopiować wzór ze stareńkiej serwetki.Normalnie na tej kanwie dobrze by się haftowało po dwa kwadraciki,ale wtedy wyszłyby może dwa łuczki na serwetce,za duże,bez proporcji..Zaczęłam więc pojedynczą nitką muliny(mulina dzielona na 6)...i się spodobało...
To będzie jedyna robótka xxx na dłuuuugi czas ;-)

sobota, 19 grudnia 2009

No po prostu musiałam! ...Kwiatkowa broszka


Szyjąc sukienki nauczyłam się robić kwiatki.Metodą prób i inwencji twórczej,byleby wyszło podobnie.Wycinałam kółeczka,obtapiałam,przeszywałam...Do czterech sukienek,w sumie około 15 kwiatków.Po tym wszystkim jak tu się nie skusić na własną broszkę?Wiem,one są ostatnio modne,wszędzie ich pełno,więc to żadne odkrycie.Ale ponoć wszystko już było,co bym nie wymyśliła,pewnie ktoś już takie zrobił...Kojarzę osoby,którym takie broszki wychodzą bez porównania piękniej,ale..po prostu musiałam spróbować.Może jeszcze jakąś zrobię,w innym kolorze,żeby mieć do innych ubranek..Tylko gdzie to wszystko będę trzymać?Kolczyki już rozwieszam na stałe po szklankach,bo mi się mimo rozdawania nie mieszczą w szkatułce.Hmm,osobne pudełko na broszki..?Osobny regał na biżuterię??

wtorek, 15 grudnia 2009

Żeby się nie powtarzać


Ileż można robić wciąż tych samych gwiazdek?I jeszcze je potem naszywać na kółeczka...Postanowiłam więc,że te gotowe są ostatnie w temacie na dłuuugo.Żeby coś zmienić,zamiast tkaninowych spodów naciągnęłam koronkę na drucik.Luzem nie mogłam jej zostawić,bo jest z cienkiej,śliskiej nitki i się zwija w czasie noszenia,jest za mało sztywna sama z siebie.
Skoro mam się odczepić od gwiazdki,musiałam sobie znaleźć coś innego.
Proste,drobne formy frywolitkowe,takie tam zabawy z kolorami nitek i koralikami.Wrabianie koralików zamiast pikotek umiem niemal od początku,ale można jeszcze wrabiać je na nitce wiodącej,albo w środku kółeczka,albo w środku całego kwiatuszka,bądź na pikotku łączącym dwa kółeczka...ostatnio wypatrzyłam też wrabianie cekinów,bądź płaskich kamyków typu sieczka.
Na początek "drobne kwiatki",produkuję je teraz z resztki nitek które zostają mi na czółenkach po wszelkich innych robótkach.


To jest najprostszy wariant,po prostu resztkowe kwiatki.Taka malutka forma też jest bardzo potrzebna,żeby nie musieć wciąż dowijać tego samego koloru.Ale mam już w planie inne wersje.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Gołąbkowa

Suknia powstała już jakiś czas temu,ale wisiała sobie czekając na w miarę normalne światło,niestety jest środek zimy (jak dla mnie),dni najkrótsze i najciemniejsze w roku,śniegu nie było,więc światła nie odbijał i świata nie rozjaśniał.Teraz zrobiło się trochę biało i od razu raźniej,mimo,że pogoda taka sama.Tyle,że zimno,brr..nie lubię zimy.Ale jest potrzebna,choćby dla nasionek w rodzaju orzechy,kasztany..Jesienią namakają,zimą na mrozach pękają i na wiosnę mają którędy wykiełkować.Więc niech już będzie,byle do tej wiosennej zieleni.Właściwie od wigilii dzień się wydłuża,niektórzy twierdzą że od 13grudnia,sama nie wiem,kłócić się nie będę.


Wracając do sukienki,kolor nawet wyszedł prawidłowy,bałam się że jak zwykle wszystkie fioletowe odcienie będzie sprawiał kłopot mojemu aparatowi..i moim umiejętnościom (zerowym niemal) Właściwie jak określić ten kolor?Nie jest lila,nie jest błękitny,ale szary też nie.Ale od początku,jeszcze w etapie tkaniny na metry,była nazywana gołąbkową i przylgnęło.
Wbrew pozorom spód nie jest kremowy,tylko biały.

Szyjąc ten bezowaty tren zużyłam na upinanie dwa pudełka szpilek;-)
To tyle na dziś,bo już późno,jutro pochwalę się kolczykami.
Blogging tips