poniedziałek, 14 grudnia 2009

Gołąbkowa

Suknia powstała już jakiś czas temu,ale wisiała sobie czekając na w miarę normalne światło,niestety jest środek zimy (jak dla mnie),dni najkrótsze i najciemniejsze w roku,śniegu nie było,więc światła nie odbijał i świata nie rozjaśniał.Teraz zrobiło się trochę biało i od razu raźniej,mimo,że pogoda taka sama.Tyle,że zimno,brr..nie lubię zimy.Ale jest potrzebna,choćby dla nasionek w rodzaju orzechy,kasztany..Jesienią namakają,zimą na mrozach pękają i na wiosnę mają którędy wykiełkować.Więc niech już będzie,byle do tej wiosennej zieleni.Właściwie od wigilii dzień się wydłuża,niektórzy twierdzą że od 13grudnia,sama nie wiem,kłócić się nie będę.


Wracając do sukienki,kolor nawet wyszedł prawidłowy,bałam się że jak zwykle wszystkie fioletowe odcienie będzie sprawiał kłopot mojemu aparatowi..i moim umiejętnościom (zerowym niemal) Właściwie jak określić ten kolor?Nie jest lila,nie jest błękitny,ale szary też nie.Ale od początku,jeszcze w etapie tkaniny na metry,była nazywana gołąbkową i przylgnęło.
Wbrew pozorom spód nie jest kremowy,tylko biały.

Szyjąc ten bezowaty tren zużyłam na upinanie dwa pudełka szpilek;-)
To tyle na dziś,bo już późno,jutro pochwalę się kolczykami.

2 komentarze:

  1. czy ona jest na sprzedaz??? jest taka sliczna! jak dla kopciuszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest na sprzedaż w Krakowie w salonie ślubnym,w Pasażu Hetmańskim na Długiej:-)Nawet nie wiem w jakiej cenie,sprzedaż to jak na razie nie moja działka.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde miłe słowo!

Blogging tips