czwartek, 1 października 2009

Miałam sobie sprawić zapasowe czółenka..


Już jakiś czas temu kupiłam sobie zachwalane na forach robótkowych czółenka "bursztynowe"(po lewej).I co? I dalej męczę się na starych,przewijając za każdym razem inny kolor nitek,kiedy zmieniam robótkę...Wszystko dlatego,że bursztynowe mają za duży styk czubków.Trzeba się wysilić żeby nitka "pyknęła"i przeszła dalej,nie mówiąc o opanowaniu nawijania koralików,kiedy się musi wyszarpywać każde 3cm nitki.Nawijanie to już w ogóle koszmar...Próbowałam podczyścić czubki od środka drobnym papierem ściernym,trochę pomogło,ale tylko trochę.Muszę się zaopatrzyć w papiery ścierne,tak przy okazji.Może grubszym pomoże..?Na razie jedna robótka poszła w kąt na korzyść nowych kolczyków z frywolitki,na starych,dobrych czółenkach.

2 komentarze:

  1. oj, ja moje bursztynowe oddałam, bo też mi "nie leżało", może pilniczkiem do paznokci spróbujesz?

    OdpowiedzUsuń
  2. W którymś następnym poście chyba pisałam,że przeszorowałam je grubym papierem ściernym,potem wygładziłam cieńszym i chodzą jak złoto!Na początku ciężko mi się było przyzwyczaić do mniejszego rozmiaru,ale teraz szczerze powiedziawszy najbardziej je lubię.Mają szeroki środek,na który nawija się kordonek,dzięki czemu żeby popuścić 5cm nitki,wystarczy odwinąć jeden pełny obrót,a nie 5-6 jak w tym z rureczką w środku,szczególnie gdy się nitka kończy.Przy wrabianiu koralików są o niebo lepsze,chociaż oczywiście mniej nitki wchodzi na raz.Ale to też może być zaleta przy różnokolorowości robótek;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde miłe słowo!

Blogging tips