niedziela, 22 marca 2009

Zakładek ciąg dalszy

O pomyśle i potrzebie zakładek z dzyndzołkiem już pisałam..
Teraz krótki opis czegoś,co dumnie nazwałam "wire tatting"-bo nie jest to wire wrapping.Chociaż drut w robótce występuje,stanowi jednak jedynie bazę dla oplotu z supełków typowo frywolitkowych,czyli właśnie tatting,tatted itp.
Taki mój nazewniczy po-tworek,jeśli jest zjawiskiem straszliwie kaleczącym język angielski,proszę mnie poprawić;-)
Zakładki robiłam na bazie drutu miedzianego,starego i niezbyt ładnego,stąd pomysł,żeby go "ukryć"pod oplotem.Dodatkowo można zaszaleć z kolorami!!Oczywiście jeśli się ma umiar przy nawijaniu nici na czółenko...u mnie kończy się to zwykle serią różnych przedmiotów tego samego koloru.Robię,dowijam,bo brakło,i starcza mi jeszcze na pół kolejnego czegoś,więc znów dowijam,znów mi zbywa....
Na szczęście pewne urozmaicenie można wprowadzić koralikami.Dorobiłam również przeplotkę w skrzydełkach z metalizowanej muliny w kolorze miedzianym.

3 komentarze:

  1. To ja;-)Sprawdzam anonimowo czy mi komentarze działają....

    OdpowiedzUsuń
  2. No, efekt super! Bajkowo-orientalny. Bardzo mi się podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki,dzięki,miło mi...Bajkowo-orientalny?Nieźle trafiłaś,książka w tle to "Baśnie z tysiąca i jednej nocy" ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde miłe słowo!

Blogging tips