wtorek, 29 grudnia 2009

Schemat do niebieskiego haftu


Wzór nie jest mojego pomysłu,po prostu skopiowałam go ze starego bieżnika,mającego chyba tyle lat co ja,jak na intensywnie użytkowaną serwetkę to dużo ;-) Wklejam go,a nuż komuś się spodoba i powstanie coś ładnego?Jeśli tak,proszę się pochwalić efektami,będzie mi miło.
Przy okazji powstały kratkowane bazy na schematy xxx oraz do makramowych bransoletek,może kiedyś powklejam swoje stare produkcje tego typu?

niedziela, 27 grudnia 2009

Mam czas do 8 stycznia


Nie jest to żadna niespodzianka,serwetki dla siostry,dzielnie mi kibicuje,chociaż momentami zapomina,jak i ja,na całe lata...Tworzę ten komplet już piąty rok conajmniej,pierwszą serwetkę robiłam ot tak wcale nie na prezent,ale jakoś tak wyszło;-)
Mam nadzieję się sprężyć i skończyć,więc jak nic nie wypadnie,będę haftować.
Mam talent do wkopywania się w drobiazgi.Na początku po prostu potrzebowałam czegoś pracochłonnego do dziubania,żeby zająć czymś ręce.Wtedy jeszcze nie umiałam frywolitek.Robiłam do domu serwetki białe,gładkie,po prostu z mereżką dookoła.Potrzebne były trzy,czwarta-taka zapasowa-skusiła mnie,więc wyjęłam mulinkę i zaczęłam kopiować wzór ze stareńkiej serwetki.Normalnie na tej kanwie dobrze by się haftowało po dwa kwadraciki,ale wtedy wyszłyby może dwa łuczki na serwetce,za duże,bez proporcji..Zaczęłam więc pojedynczą nitką muliny(mulina dzielona na 6)...i się spodobało...
To będzie jedyna robótka xxx na dłuuuugi czas ;-)

sobota, 19 grudnia 2009

No po prostu musiałam! ...Kwiatkowa broszka


Szyjąc sukienki nauczyłam się robić kwiatki.Metodą prób i inwencji twórczej,byleby wyszło podobnie.Wycinałam kółeczka,obtapiałam,przeszywałam...Do czterech sukienek,w sumie około 15 kwiatków.Po tym wszystkim jak tu się nie skusić na własną broszkę?Wiem,one są ostatnio modne,wszędzie ich pełno,więc to żadne odkrycie.Ale ponoć wszystko już było,co bym nie wymyśliła,pewnie ktoś już takie zrobił...Kojarzę osoby,którym takie broszki wychodzą bez porównania piękniej,ale..po prostu musiałam spróbować.Może jeszcze jakąś zrobię,w innym kolorze,żeby mieć do innych ubranek..Tylko gdzie to wszystko będę trzymać?Kolczyki już rozwieszam na stałe po szklankach,bo mi się mimo rozdawania nie mieszczą w szkatułce.Hmm,osobne pudełko na broszki..?Osobny regał na biżuterię??

wtorek, 15 grudnia 2009

Żeby się nie powtarzać


Ileż można robić wciąż tych samych gwiazdek?I jeszcze je potem naszywać na kółeczka...Postanowiłam więc,że te gotowe są ostatnie w temacie na dłuuugo.Żeby coś zmienić,zamiast tkaninowych spodów naciągnęłam koronkę na drucik.Luzem nie mogłam jej zostawić,bo jest z cienkiej,śliskiej nitki i się zwija w czasie noszenia,jest za mało sztywna sama z siebie.
Skoro mam się odczepić od gwiazdki,musiałam sobie znaleźć coś innego.
Proste,drobne formy frywolitkowe,takie tam zabawy z kolorami nitek i koralikami.Wrabianie koralików zamiast pikotek umiem niemal od początku,ale można jeszcze wrabiać je na nitce wiodącej,albo w środku kółeczka,albo w środku całego kwiatuszka,bądź na pikotku łączącym dwa kółeczka...ostatnio wypatrzyłam też wrabianie cekinów,bądź płaskich kamyków typu sieczka.
Na początek "drobne kwiatki",produkuję je teraz z resztki nitek które zostają mi na czółenkach po wszelkich innych robótkach.


To jest najprostszy wariant,po prostu resztkowe kwiatki.Taka malutka forma też jest bardzo potrzebna,żeby nie musieć wciąż dowijać tego samego koloru.Ale mam już w planie inne wersje.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Gołąbkowa

Suknia powstała już jakiś czas temu,ale wisiała sobie czekając na w miarę normalne światło,niestety jest środek zimy (jak dla mnie),dni najkrótsze i najciemniejsze w roku,śniegu nie było,więc światła nie odbijał i świata nie rozjaśniał.Teraz zrobiło się trochę biało i od razu raźniej,mimo,że pogoda taka sama.Tyle,że zimno,brr..nie lubię zimy.Ale jest potrzebna,choćby dla nasionek w rodzaju orzechy,kasztany..Jesienią namakają,zimą na mrozach pękają i na wiosnę mają którędy wykiełkować.Więc niech już będzie,byle do tej wiosennej zieleni.Właściwie od wigilii dzień się wydłuża,niektórzy twierdzą że od 13grudnia,sama nie wiem,kłócić się nie będę.


Wracając do sukienki,kolor nawet wyszedł prawidłowy,bałam się że jak zwykle wszystkie fioletowe odcienie będzie sprawiał kłopot mojemu aparatowi..i moim umiejętnościom (zerowym niemal) Właściwie jak określić ten kolor?Nie jest lila,nie jest błękitny,ale szary też nie.Ale od początku,jeszcze w etapie tkaniny na metry,była nazywana gołąbkową i przylgnęło.
Wbrew pozorom spód nie jest kremowy,tylko biały.

Szyjąc ten bezowaty tren zużyłam na upinanie dwa pudełka szpilek;-)
To tyle na dziś,bo już późno,jutro pochwalę się kolczykami.

sobota, 28 listopada 2009

Frywolitkowe prawie rozetki

Dawno temu wydziergałam na próbę coś,co kształtem przypominało kolczyk.Niesymetryczne nieco,ale jako inspirację zachowałam sobie ten strzępek"na potem".Wreszcie jakieś dwa tygodnie temu przyszła pora na realizację.Bo kto by mi kazał chodzić na obolałych gnatach z chusteczką przywiązaną pod nosem i szyć sukienkę?Hehe..Więc siedziałam pod piecem opatulona kocykiem,i wykańczałam nitki na czółenkach.Akurat trafiło na czarną Kirlangic i jakieś coś bawełniane.Niestety grubsze-i to mnie zgubiło.Kształt wyszedł inny niż na mojej próbce,bo musiałam dodać jedną koniczynkę na dole.Taki zwyczajny,rozetkowy,przypomina mi moją ulubioną gwiazdkę..a wcale nie taki miał być...Co nie znaczy,że wyszedł zły,więc skoro mam już opracowany wzór i zapisany schemat,to kto wie,może powstaną inne warianty kolorystyczne?




A póki co,strzępkową inspirację znów zachowuję na potem,będzie z niej jeszcze niespodzianka;-)
Takich "strzępków" mam jeszcze kilka,jak z każdego wyjdzie po kilka różnych wzorów,może być ciekawie...pod warunkiem,że najpierw skończę sukienkę..
Ps.Po raz pierwszy zdjęcia czegoś fioletowego wyszły mi w rzeczywistym kolorze i nie musiałam ich regulować w Gimpie :-)

środa, 11 listopada 2009

Feralna dziewiątka?

Kolejna sukienka,w wersji jeszcze przed przeróbkami,ot,inaczej ułożone fałdki,,kwiatki,koronka przy dekolcie..Takie niby nic,a trzeba się nasiedzieć.Niestety wersji ostatecznej nie mam uwiecznionej,pogoda ostatnio taka okropna,że zdjęcia nie chcą wychodzić :-(Ten fason jakiś feralny dla mnie,to już druga wersja tej sukienki,taką samą szyłam jako nr6,bardzo podobna była nr5, wszystkie szły mi jak po grudzie,z przeszkodami,opłakane nawet..zdjęć sensownych żadna nie posiada..a zaczynając tą cieszyłam się,że pójdzie łatwiej,skoro już taką robiłam.Nic bardziej mylnego...
Czeka mnie jeszcze skończenie gołąbkowej sukienki,ale póki co rozłożyło mnie przeziębienie i pracuję w zwolnionym tempie,nie mam pojęcia kiedy skończę.



poniedziałek, 26 października 2009

Na specjalne zamówienie



Kiedyś w ramach eksperymentu popełniłam pomarańczowe kolczyki inspirowane tzw."indiańskimi"plecionymi z koralików.Górne romby próbowałam wypleść przy pomocy tylko nici i koralików,jedynych jakie miałam w tym rozmiarze.Długo nad tym siedziałam,zanim zrozumiałam zasadę i zanim zaczęło mi wychodzić równe.Próbowałam żyłki w dwóch grubościach,drucika,a w końcu zwykłej,wiekowej nitki pomarańczowej.Potem postanowiłam doczepić dzyndzoły z półfabrykatowych szpilek,bo z samych koralików mi się nie podobały.Gotowy produkt jak zwykle powiesiłam na szklance,swoje musi odwisieć i nabrać mocy urzędowej...
Kiedy moja siostra je zobaczyła,stwierdziła,że chce takie same na wesele,tylko niebieskie.
Nie było wymówki,zabrałam się do pracy i zrobiłam niebieskie,a na dodatek naszyjnik do kompletu.Wyglądałby lepiej na sztywnej obręczy z drutu pamięciowego,ale jeszcze takim nie dysponuję.




wtorek, 20 października 2009

Znalazłam serwetkę...


To był mały kwadrat pozostały z produkcji serwetek..testowałam sobie na nim wzór mereżki,obszyłam tak jak planowane,żeby zobaczyć,jak to wygląda...Prostokątne serwetki z ozdobnymi paskami po obu stronach zostały sprezentowane dawno temu,kiedy to jeszcze nie wiedziałam co to blog :-) Kwadracik zaś wylądował z niewiadomych powodów w woreczku z kawałkami świec do przetopu(!).Kiedyś planowałam wyprodukować własne świece ozdobne,skończyło się na produkcji bardzo nieozdobnych świeczek kryzysowych w różnych tonacjach burości.To tak na wypadek dalszego braku prądu,jak się ciemno robi o piątej,trochę ciężko bez oświetlenia..
I tak z powodu braku światła wygrzebałam wspomnienie przeszłości...



Tutaj mereżka w zbliżeniu.
Dekoracja została ułożona na podszewce aktualnie szytej sukni,bo jasna,gładka i akurat na stole..Może i leniwiec ze mnie,ale niestety nie mam gdzie sobie rozstawiać dekoracji z gatunku durnostojki,jakkolwiek podobają mi się...Może kiedyś takie rzeczy będą mogły stać sobie u mnie i cieszyć oko dłużej niż 10 minut..

środa, 14 października 2009

Być na bieżąco..oj chciałabym,chciała:-)


Przeszorowanie czółenek najgrubszym papierem ściernym pomogło,już nie trzeba walczyć z nitką.Tylko kiedy się do nich przyzwyczaję?Takie jakieś malutkie są,z palców wypadają.Ale przynajmniej nie muszę się martwić ciągłym przewijaniem nitek,o ile poprzestanę na dwóch robótkach na raz:-) Póki co chiałabym się rozdwoić,rozczworzyć najlepiej,tyle mam pomysłów,planów i rzeczy zaległych....Zamiast po kolei wykańczać kółkowe kolczyki,wciąż dorabiam nowe gwiazdki,zagrzebię się w nich tak,że potem tygodnia mi nie starczy na przyszywanie..a zdjęcia pasowałoby zrobić jeszcze przy jakiejś normalnej pogodzie,a nie w grudniu...
Ruszyłam trochę z oplotem do błękitnego wisiora,skończył mi się czarny kordonek Kirlangic,więc ten skończę i to na razie tyle w czerni,chyba że dokupię,jeszcze nie wiem...

Będzie następna suknia :-) "gołąbkową" zwana,więc znów inne robótki pójdą w kąt,ale i tak się cieszę.

poniedziałek, 5 października 2009

Pracuję,chociaż nie widać..


Najgorzej jak się zacznie coś robić i wsiąknie...Nawijam nitkę na czółenko,szczególnie,jeśli mam pomysł z niej na kilka wariantów kolorystycznych,jak obecnie z koralowej...Całe,pojemne,kochane stare czółenko...Potem dziórgam w jednym kolorze aż do obrzydnięcia,same "półfabrykaty" przez kilka dni.A potem trzeba to wszystko jeszcze wykończyć,a właściwie nie lubię tego robić,więc składa mi się na raz takich serii kilka w różnych kolorach...Jak skończę,zarzucę sieć moimi nowymi kolczykami...Póki co zdjęcie półfabrykatowego śmietnika,reszta kiedy indziej..

czwartek, 1 października 2009

Miałam sobie sprawić zapasowe czółenka..


Już jakiś czas temu kupiłam sobie zachwalane na forach robótkowych czółenka "bursztynowe"(po lewej).I co? I dalej męczę się na starych,przewijając za każdym razem inny kolor nitek,kiedy zmieniam robótkę...Wszystko dlatego,że bursztynowe mają za duży styk czubków.Trzeba się wysilić żeby nitka "pyknęła"i przeszła dalej,nie mówiąc o opanowaniu nawijania koralików,kiedy się musi wyszarpywać każde 3cm nitki.Nawijanie to już w ogóle koszmar...Próbowałam podczyścić czubki od środka drobnym papierem ściernym,trochę pomogło,ale tylko trochę.Muszę się zaopatrzyć w papiery ścierne,tak przy okazji.Może grubszym pomoże..?Na razie jedna robótka poszła w kąt na korzyść nowych kolczyków z frywolitki,na starych,dobrych czółenkach.

wtorek, 29 września 2009

Znalazłam..


Na fali robienia porządków odgrzebałam w przepaściach mojego komputera nie pokazywane tutaj zdjęcia.
Wisior turkusowo-morsko-zielony - agat z frywolitką


Jakiś czas po zrobieniu tych zdjęć dorobiłam do naszyjnika...sznureczek?łańcuszek?wstążeczkę?
Zawieszadło.Podwójne,z zielonkawej szyfonowej wstążeczki oraz łańcuszka z koronki-chyba to się nazywa oczka dzielone,robię a nie wiem jak to nazwać;-) Zdjęcia nie ma i nie będzie już,przynajmniej do tego wisiora.


A to "lustrzane"zdjęcie po prostu bardzo mi się podoba:-)

Odkryłam również zdjęcia mojego starego wisiorka,jeszcze na poprzednim blogu-bloxie pokazywane...Leżał sobie właściwie nie używany,bo miał prototypowe-czyli beznadziejne zawieszadło.Aż się zdenerwowałam i go potraktowałam nożyczkami,z zamiarem zrobienia oplotu i zawieszenia jakoś sensowniej.I teraz sobie leży i czeka (nie wiem gdzie...) aż go znajdę i się zlituję.A ponieważ odkryłam niedawno ciekawe coś-przypominajkę z określeniem postępu pracy,do umieszczania na bocznym pasku,niniejszym wpisuję błękitny naszyjnik na listę rzeczy do zrobienia.

sobota, 5 września 2009

Czerwona!




Powycinałam tło,bo w pomarańczowo-brązowym otoczeniu wyglądało to okropnie...
Kolor najbliższy oryginału to ten na środkowym zdjęciu.Nie taki wściekle makowy,brr...Właściwie wciąż nie przepadam za czerwienią...przynajmniej w mojej garderobie ten kolor nie występuje.Ze zdumieniem obserwuję,że coraz częściej wpada mi w oko,i mam ochotę coś czerwieniastego wyprodukować.Nawet uzbierało mi się trochę czerwonych koralików,więc kto wie?
Wyszedł mi-jak widać-solidny,wieczorowy ładunek koloru.Jestem z niej naprawdę zadowolona...były jeszcze trzy sukienki w międzyczasie,o jednej pisałam,zdjęcia wciąż nie mam.Te dwie przedostatnie z różnych powodów źle mi się kojarzą nawet im zdjęć nie robiłam.A ta mi się podoba i już.

sobota, 27 czerwca 2009

Pracownia-przemeblowanie

Pracuję nad organizacją miejsca pracy.To jeszcze nie jest to,o co mi chodziło,ale wreszcie salon w którym mieszkam nabrał nieco charakteru pracowni.Już nie muszę co chwilę wszystkiego chować i udawać,że tu wcale nie mieszka krawcowa...I zyskałam trochę miejsca,nie obijam się o meble przy krojeniu.Jeszcze regał by się przydał,albo szafa pod sufit typu meblościanka,ale to już kieeedyś..

A tak wyglądał mój stół podczas pracy nad biżuterią;-) a to tylko kawałek stołu..

piątek, 26 czerwca 2009

Kolejna sukienka


Zastanawiam się,czy będę tu wklejać wszystkie moje sukienki,w końcu to moje dzieło i czuję sie z nimi związana,poza tym zabierają mi tyle czasu,że na razie,dopóki się nie rozkręcę,nie będę miała możliwości tworzyć czegoś "poza pracą"..tak to już jest,jak się działa w domowej pracowni.
Może z czasem nie będę się "chwalić"każdą jedną,tylko tymi,które najbardziej mi się spodobają,szczególnymi..na razie każda jedna jest dla mnie szczególna.
Już po oddaniu w sukience wynikły przeróbki,a raczej wzbogacenia.Koronkowe "zęby"są teraz także na bokach stanika,oraz dookoła bioder pod zmarszczeniem.
Była jeszcze sukienka nr5 ale na razie nie mam zdjęcia.

Serwetka jednym ciągiem


No prawie,jednak trochę dowiązywania było,ale już nie każdy motyw osobno...Czyli jednak do tego doszłam.To kolejny przykład wzoru z moją ulubioną gwiazdką.Długo go nie pokazywałam,bo był przeznaczony na prezent.Teraz juz mogę.


Środkowy motyw plastra miodu wykorzystałam już w mojej pierwszej serwetce frywolitkowej,z zielonego kordonka,ta biała jest z cieńszego kordonka i robiona jednym ciągiem,dwa czółenka+dwa kłębki nici.Mam pomysł na następną serwetę ale frywolitka jest taka strasznie czasochłonna,że chyba się nie doczekam realizacji.....

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Wielkie wyzwanie





Po prostu muszę się pochwalić!
Szyję suknie ślubne!!!
Zawsze myślałam,że suknie ślubne to już jest właściwie "haute-couture",żeby je szyć,trzeba być doświadczoną i utalentowana krawcową.I po prostu się tego bałam.Ale cóż,czasem w człowieku się takie coś przestawia i...się skacze na głęboką wodę.Co dziwne,okazuje się,że nie jest tak źle.Na razie idzie mi powoli,i każda jedna jest w jakiś sposób wyzwaniem,ale podoba mi się to!!!!!!!
Żeby nie być gołosłowną,wkleję zdjęcia mojego dorobku.Trochę źle oświetlone,i tło takie raczej pracowniowe,robiłam zdjęcia trochę w pośpiechu i raczej dla własnej satysfakcji,żeby upamiętnić swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie;-)

poniedziałek, 4 maja 2009

Takie nie wiadomo co


Wciąż nie mogę się zdecydować czy kolor koralików jest bardziej turkusowy czy bardziej zielony.Morska zieleń?Bo turkus jednak jest bardziej niebieski....A co tam.Dla mnie to turkus i już!
Jeszcze nie wiem jak będzie wyglądała całość po wykonaniu zawieszenia.Jeszcze nie wiem czy to pozostanie wisiorek;-) bo kto wie..?

środa, 29 kwietnia 2009

Wire "celtyckie" czyli sklepanych ciąg dalszy


Kiedyś znalazłam w sieci zdjęcie znaczników do robótek na drutach.Takie dzyndzołki na dużym kółku,do zakładania na drut między oczkami robótki,np. w miejscu gdzie się zaczyna dodawać oczek.Były zrobione z koralika-kulki, z takim zawijasem z drutu na końcu,jak dolna część kolczyka na zdj.powyżej.Kojarzył mi się z plecionkami celtyckimi,więc czym prędzej postanowiłam go przerobić na kolczyki i inne rzeczy.Pierwsze próby nie nadają się do pokazania,potem była pierwsza połowa zapięcia do sweterka,pokazana wcześniej..Potem zaczęłam kombinować z układem koralików,różnymi wariantami zawijasków..Wszystko próbowałam "młotkować",z różnym skutkiem,dochodząc przy tym do pewnych wniosków.Np. okazało się że nie mogę zaplatać typowej plecionki,w której każda linia przeplata się raz górą,raz dołem.Traktowanie takiej plecionki młotkiem powoduje,że całość się"rozjeżdża".



Po wykonaniu tych kolczyków z małymi koralikami i odrębnymi plecionkami,doszłam do wniosku,że połączę więcej elementów,żeby powstała bransoletka.Takie bransoletki z ozdobnych ogniw od dawna bardzo mi się podobały.


To zdjęcie pokazuje proporcje-bransoletka wyszła bardzo delikatna,wszystkie kolczyki są z tego samego drutu,więc są porównywalnie drobniutkie.



Na tych kolczykach skończyłam na razie,kolor mi się znudził.Potem zajęłam się czymś innym i tak to trwa do teraz.


czwartek, 9 kwietnia 2009

Sklepane dawno temu

Ostatnio długo nic nowego...ale tak to już jest,jak się pracuje nad czymś czasochłonnym i nie można pokazać przed czasem...Trudno.Skończę,zrobię fotkę i się pochwalę.I wreszcie będę mogła się zabrać za inne rzeczy.Teraz już mocno zaległe...
Jedną z zaległych rzeczy jest wklejenie zdjęć moich pierwszych sklepanych drucikowców.Oglądając prace typu wire wrapping,zastanawiałam się skąd wziąć takie różnokształtne,płaskie,metalowe bazy...w końcu doszłam do wniosku,że są tak różnorodne,że pewnie jakoś się je robi samemu...ale jak?W końcu gdzieś trafiłam na wypowiedź twórczyni-coś w stylu że tak wymłotkowała,że miejscami zdarła posrebrzenie z drutu..TADAM! Zaskoczyło!Młotek!!!Po prostu!A przecież na własne oczy widziałam dziewczynę sklepującą sobie drucik na kabłączki skroniowe(taka średniowieczna biżuteria;-))


Powyjmowałam swoje druty i zaczęłam eksperymentować.Na pierwszy ogień poszło planowane do sweterka zapięcie...

..i na dzisiaj tyle;-)

środa, 25 marca 2009

Zmiana koloru:czarny ;-)


Tym razem króciutko:oto moja czwarta zakładka z dzyndzołkiem.Klasycznie czarno-czerwona.Powędrowała do siostry.Więc już nie moja;-)

poniedziałek, 23 marca 2009

Trzecia turkusowa zakładka,oj muszę sobie sprawić zapasowe czółenka


Jak widać,wciąż ten sam kolor,tylko ze zmiennym skutkiem fotograficznym.Nie mogę sobie poradzić z niektórymi kolorami.Bordowe wychodzą mi zbyt fioletowe,fiolety zbyt niebieskie,a turkusy-jak widać-albo zbyt jasne,jak na zdjęciach poprzednich zakładek,albo zbyt błękitne.Właściwie najbliższy oryginałowi jest ten szaroturkusowy na powyższym zdjęciu pracy w toku,ale to też nie to,stanowczo za ciemne...

niedziela, 22 marca 2009

Zakładek ciąg dalszy

O pomyśle i potrzebie zakładek z dzyndzołkiem już pisałam..
Teraz krótki opis czegoś,co dumnie nazwałam "wire tatting"-bo nie jest to wire wrapping.Chociaż drut w robótce występuje,stanowi jednak jedynie bazę dla oplotu z supełków typowo frywolitkowych,czyli właśnie tatting,tatted itp.
Taki mój nazewniczy po-tworek,jeśli jest zjawiskiem straszliwie kaleczącym język angielski,proszę mnie poprawić;-)
Zakładki robiłam na bazie drutu miedzianego,starego i niezbyt ładnego,stąd pomysł,żeby go "ukryć"pod oplotem.Dodatkowo można zaszaleć z kolorami!!Oczywiście jeśli się ma umiar przy nawijaniu nici na czółenko...u mnie kończy się to zwykle serią różnych przedmiotów tego samego koloru.Robię,dowijam,bo brakło,i starcza mi jeszcze na pół kolejnego czegoś,więc znów dowijam,znów mi zbywa....
Na szczęście pewne urozmaicenie można wprowadzić koralikami.Dorobiłam również przeplotkę w skrzydełkach z metalizowanej muliny w kolorze miedzianym.

sobota, 14 marca 2009

Co można znaleźć w książkach?

Ile posiadasz książek?
Jak zaznaczasz czytane miejsce?
Zdarzyło Ci się kiedyś zgubić zakładkę...w którejś z książek?Oddać do biblioteki,pożyczyć komuś...
Jeszcze pół biedy gdy jest to wyrywek z gazety..
Tata się ostatnio przyznał,że włożył do encyklopedii chemicznej stare 500zł-około pół wypłaty..znalazł już po denominacji..
Mama włożyła w kryminał kartki na mięso...do dziś mamy pamiątkę.
Ja ostatnio utknęłam gdzieś kartkę z wymiarami koleżanki,jeszcze PRZED skrojeniem sukienki! Na szczęście znalazłam;-)

Tak nam się zgadało na temat zakładek i przypomniałam sobie widziane gdzieś do sprzedaży zakładki metalowe,z koralikowym dzyndzołkiem.Dzyndzołek miał się dzyndzać już na zewnątrz książki,na grzbiecie.Łatwo go znaleźć.Nie upchnie się go byle gdzie,bo nie jest płaski w całości.Może nawet podzwaniać i klekotać...
Poinformowałam rodzinę o istnieniu takiego wynalazku...po czym zajęłam się czym innym.
Aż nagle jakieś zapadki mi w głowie przeskoczyły i skojarzyłam rzeczone zakładki z przyklejonym na ekranie mojego komputera motylkiem.To był taki prototyp-bez-przeznaczenia,inna wersja ważki.
Już wiem po co mi motylki;-)

piątek, 13 marca 2009

Ciepły nastrój płomienia




Pierwszy lampion własnoręcznie wykonany.Moje ukochane gwiazdki,połączone sznureczkami koralików.Miało to być twórcze wykorzystanie szklanek po kremie czekoladowym,ale niestety one mają takie pionowe żłobkowanie,niby delikatne,a jednak załamują światło w wyraźne geometryczne pasy (ostatnie zdj.) Jakoś mi się to gryzie ze strukturą koronki.Ta "szklanka"z pierwszych zdjęć jakoś bardziej mi się podoba,ale to od innego lampionu,więc raczej muszę poszukać czegoś innego..
Blogging tips